Gorzów - Landsberg
Historia
Władcy
Ludzie
Widokówki - Pocztówki
Zdjęcia
Mapy
Publikacje
Forum
Autor
Linki
Gorzów Wlkp.

< Rozdział IX | Spis treści | Rozdział XI >

Rozdział X - Gorzów w dobie wojny 7-letniej pruskiej (1756-1763).

Wojna siedmioletnia zaczęta przez Fryderyka II nagłym atakiem na Saksonię, rychło przerodziła się w wojnę europejską. Jej przyczyny znaleźć można już w wojnach śląskich. Austria bowiem nie chciała wyrzec się Śląska i szukała przyjaciół w dawnych wrogach, jak np. we Francji. Z drugiej znów strony Anglia, wrogo występująca przeciw Francji, stała się naturalnym sprzymierzeńcem dla Prus w początkowej fazie wojny. Rychło jednak szalę przeważyła armia rosyjska, która pod wodzą gen. Apraksina uderzyła na Prusaków od strony Prus Książęcych i po zdobyciu Królewca armia rosyjska pod wodzą gen. Fermora przez Pomorze Gdańskie ruszyła na Nową Marchię. W początkach sierpnia przekroczyli Rosjanie granicę polsko-brandenburską pod Międzyrzeczem. Dla ratowania Nowej Marchii wojska pruskie pod wodzą hr. Dohny opuściły Straslund i ruszyły na Drżeń i Gorzów. Po drodze musieli Prusacy staczać potyczki z oddziałami kozackimi.

W połowie lipca Gorzów został wzmocniony wojskiem i 3 działami, ale na skutek postępów armii rosyjskiej musiał jednak Dohna opuścić Gorzów, który prawie bezbronny łatwo stał się łupem wojsk rosyjskich. Chociaż gen. Fermor wydał w tym czasie uspokajający manifest, w którym zapewniał mieszkańcom tych ziem spokój i bezpieczeństwo, to jednak mieszkańcy Gorzowa, z wieści jakie rozsiewała uciekająca przed Rosjanami ludność, wiedzieli jak dzikie były wojska rosyjskie zwłaszcza oddziały kozackie i oddziały Kałmuków. Kto mógł uciekał z miasta konno, wozami, czy pieszo. Zwłaszcza ludzie zamożni nie chcieli ponosić ryzyka i zdawać się na łaskę zwycięzców. Wartościowsze przedmioty i cenne papiery zostały już wcześniej ewakuowane do Kostrzyna. Tam też uszła większość władz.

W dniu 23 lipca 1758 roku po raz pierwszy pojawiły się pod miastem podjazdy kozackie i były zapowiedzią nadejścia większych sił nieprzyjaciela. Stało się to w dniu 10 sierpnia tego roku. Olbrzymia armia rosyjska gen. Fermora zjawiła się pod miastem. Nieprzejrzane zastępy wojsk, ludzi, koni, wozów pojawiły się od strony południowej i po moście na Warcie weszły do miasta. Nie było żadnej szansy na obronę. Ok. 50000 wojska rozlokowało się w mieście i na pobliskich łąkach. Wokół cała okolica została straszliwie zniszczona i jak stwierdzał w swym raporcie burmistrz Trist, z powodu tej inwazji obcych wojsk trzeba ok. 10 lat, aby w pełni odbudować miasto i okolice ze zniszczeń.

Mimo bardzo surowych kar, jakie były stosowane wobec żołnierzy za mordy, rabunki i gwałty (gen. Fermor nakazywał za te czyny obcinanie uszu lub nosa), niewiele to pomogło, zdarzały się dni, że ponad 100 żołnierzy było karanych kijami chłosty. Po odejściu gen. Fermora w Gorzowie pozostała załoga rosyjska dowodzona przez gen. Brauna, do którego sztabu należeli także generał Bauanamn, Schilling, książę Lubomirski, Manteufel, Demikow Diez, Berg i Stojanow. Gdy jednak król pruski ze swą armią zbliżył się do Odry, gen. Braun opuścił Gorzów, by wesprzeć armię Fermora. W roku 1759 doszło do wielkiej bitwy pod Zorndorfem, w której zginęło ok. 18 tys. żołnierzy rosyjskich i ok. 10 tys. żołnierzy pruskich. Po bitwie wojska rosyjskie wróciły znowu do Gorzowa przez Witnicę. Do końca miesiąca sierpnia rezydował tutaj generał Rumian cew. Król pruski natomiast obrał sobie za kwaterę Dąbroszyn (Tamsel). Stąd właśnie z tego zamku pisał Fryderyk II do swego feldmarszałka v. Keitha „Zobaczyłem Rosjan i pobiłem, znalazłem jednak dzikie zwierzęta przed sobą”. W innym zaś liście do swego brata Henryka pisanym w Moście (Blumberg) stwierdzał po francusku, „Nie mogę ci opisać całego barbarzyństwa jakiego ci nikczemnicy się dopuszczają, że włosy na głowie się jeżą”.

I faktycznie, o ile dotychczas żołnierz rosyjski był powstrzymywany przez swych oficerów od różnych łotrostw to teraz, po bitwie pod Zorndorfem, jego rozpasanie nie znało umiaru. Płonęły wsie i folwarki, rabowano domy, wycinano drzewa owocowe w sadach. Zabierano nie tylko bydło pociągowe, ale także krowy i owce. We wsi Santok ocalał tylko jeden dom, a 48 rodzin uciekło w popłochu. Wybijano okna i wyważano drzwi, rozbijano piece i meble. Francuz markiz Mont-Alambert, który wówczas był w rosyjskiej armii pisał w tym czasie z Gorzowa do Paryża: „Znajduje się tutaj wszędzie pustynia. Nie można znaleźć żadnego konia, ani innego bydlęcia”. Ponownie weszli Rosjanie do Gorzowa w roku 1761, a spowodowane to było walkami o Kołobrzeg.

Armie pruskie robiły głębokie wypady do Wielkopolski, aby tam niszczyć magazyny zbożowe wojsk rosyjskich. Jedna z takich wypraw pod wodzą gen. v. Platena i Ziethena po zniszczeniu zapasów wojsk rosyjskich w Krobi, Gostyniu wróciła przez Międzychód i Skwierzynę do Gorzowa, gdzie przebywała w miesiącu wrześniu 1761 r.. Za nią jednak podążył rosyjski generał Baturlin, który bez oporu zajął miasto, a potem ruszył na Pomorze Zachodnie do Kołobrzegu. Nim jednak przekazano klucze zdobytego Kołobrzegu do Moskwy, carowa Elżbieta już zeszła z tego świata, a nowy car Piotr III z wroga stał się przyjacielem Prus i osobiście króla Fryderyka II.

Zakończona wojna pokojem w Hubertsburgu w roku 1763 wykazała potęgę króla Prus, który pomimo tak potężnej koalicji, nie został zmuszony do kapitulacji, a zawarty układ pokojowy utrzymywał go w posiadaniu Śląska, Po wojnie Fryderyk zaczął od odbudowy kraju. Zmniejszył dla poddanych podatki, miastom zrujnowanym przyszedł z pomocą materialną w postaci pieniędzy i materiałów budowlanych. Dla Gorzowa również znalazło się zboże z królewskich magazynów. Miasto jednak najwięcej zyskało na skutek olbrzymiego planu jak na owe czasy, a mianowicie melioracji wodnych na terenie nadwarciańskich moczarów. Na przestrzeni ok. 4 mil kwadratowych zaczęto osuszać bagna, sypać groble, robić tamy, oczyszczać i kopać rowy, w wyniku czego z grząskich bagien stworzono urodzajne łąki i pola.

Te plany miał już Fryderyk Wilhelm I, ale swe pieniądze wolał przeznaczyć na armię. Fryderyk II zaś zabrał się do tego dzieła z właściwym sobie rozmachem i energią. Najpierw na rozkaz króla pułkownik von Petri przyjechawszy z liczną ekipą dokonał dokładnych pomiarów już w roku 1765, a zatem w dwa lata po zakończeniu wojny. Naszkicowano projekty i całość dzieła zlecił Fryderyk swemu tajnemu radcy von Brenkenhofowi, który był także autorem projektu kanału bydgoskiego. Na ten cel przeznaczył król już w r. 1766, 350 000 talarów. Zaczęto sypać wały od Borkowa aż po Santok i poprawiano stare obwałowania (ok. 1170 prętów długości i usypano nowy wał o 2772 prętów). Zamiast całej sieci kanałów i starorzeczy, którymi płynęła Warta, teraz wykopano jeden szeroki kanał na przestrzeni miasta Gorzowa. Ten kanał miał ok. 1520 prętów długości i 6 prętów szerokości. Nad kanałem zbudowano też most o długości 432 stóp. To spowodowało osuszenie sporego obszaru na lewym brzegu rzeki. W sumie wszystkie usypane wały miały 29 127 prętów (1 pręt ok. 3 metrów) czyli ok. 90 km.

Osuszony teren został skolonizowany przez założenie nowych osad. Powstało ich w sumie na prawym brzegu Warty 22, a na lewym brzegu aż 72 osady. Nazwy tym osadom nadano od nazwisk bohaterów z ostatniej wojny siedmioletniej bądź też od nazwisk wybitnych ludzi działających w tym okresie czasu. Miasto Gorzów otrzymało teraz nowe osady obejmujące ok. 28 900 mórg, na których gospodarzyło 646 rodzin, z ich opłat kasa miejska otrzymywała ok. 9700 talarów164.
W sumie prace te były bardzo kosztowne i oblicza się, że na cele regulacji Warty pod Gorzowem wydano z kasy państwa ponad milion talarów. Gorzów jednak na tym bardzo zyskał, tym bardziej, że od roku 1750 zostały zniesione wszelkie cła na Warcie, Odrze i Noteci.

Znaczenie Gorzowa jeszcze bardziej wzrosło, kiedy po zakończeniu melioracji warciańskich, Brenkenhof z polecenia króla przystąpił do budowy kanału bydgoskiego (1774). W ciągu kilku lat miasto się odbudowało po zniszczeniach wojennych, gdyż teraz cały handel tak z Wielkopolski jak i z Pomorza Gdańskiego przez Bydgoszcz szedł do Gorzowa. Miasto stało się ważnym pośrednikiem, zwłaszcza w handlu drewnem.

Jednak tak jak dawniej trafiały się i ciężkie klęski w postaci pożarów i morowego powietrza. W roku 1765 ogień strawił niemal całą ulicę Zamkową. W trzy lata potem 1768 wybuchł pożar w miejskim folwarku, wraz z którym spaliło się całe przedmieście i stodoły miejskie. Spaliło się wówczas 225 budynków, spłonął też kościół reformowany i wieża kościelna (Konkordien-Kirche), a także szpital dla biednych. Były ofiary w ludziach, zginęło 7 osób. W tym czasie miasto już było ubezpieczone i w kasie ogniowej znajdowało się 7750 talarów, z czego, na odbudowę kościoła dano 600 talarów, na folwark rady miejskiej 660, na folwark wdowy Reymann 400 talarów, folwark burmistrza Trista 400 talarów i na każde zabudowanie na przedmieściu po 25 talarów. Poza tym pogorzelcom przyszły z pomocą władze państwowe tak w pieniądzu jak również w, materiałach budowlanych (drewno, wapno, cegły i dachówki). Pomoc pogorzelcom obiecał również Brenkenhof i w tej sprawie pisał listy do króla Fryderyka II. Według jego obliczeń pomoc budowlana dla pogorzelców gorzowskich winna wynieść około 38 tysięcy talarów, z czego na spalony kościół ok. 5000 talarów. Król jednak zdobył się na pomoc w sumie 15 000 talarów i zapowiedział, że to już wszystko co może przekazać. Jednak na skutek osobistych starań Brenkenhofa u króla pogorzelcy gorzowscy otrzymali z kasy królewskiej jeszcze dalszych 12 tys. talarów. W ten sposób przy wydatnej pomocy państwa jedynie tylko 14 pogorzelców nie rozpoczęło odbudowy swych domów w roku 1771. Wiele z tych domów odbudowanych po pożarze z r. 1768 stało jeszcze w połowie XIX stulecia. Zachowała się cała partia 12 domów szczytem stojących do drogi, które żartobliwie ziwano w Gorzowie 12 apostołami.

Dla zniszczonych pożarem rolników z santockiego przedmieścia dawano na siew zboże z magazynów królewskich, a Brenkenhof pozwalał także sprowadzać zboże siewne z Polski. Po odbudowaniu kościoła reformowanego wypisano na frontonie świątyni następujące zdanie po łacinie: Templum Concordiae utriaue religioni evangelicae sacrum junesto incendio, d. 31 Mai 1768 junditus deletum auspiciis Friderici Magni Boruszorum Regis restauratum anno 1776.
Odbudowa miasta zajęła wiele lat i kiedy przybył do Gorzowa król Fryderyk II osobiście, rany zadane miastu pożarem zostały już w pełni zabliźnione.

Na powitanie tak wybitnego gościa miasto się odpowiednio przygotowało a zwłaszcza stacjonujące w Gorzowie wojsko. Nastąpiło to latem w dniu 12 czerwca. W regimencie dragonów już od wielu dni trwały ćwiczenia i na dzień spotkania z królem ustalono specjalny porządek dnia. Rano na godz. 9 wystawiona była uroczysta wachta (straż). Pełniący w tym czasie służbą oficerowie i żołnierze byli odpowiednio ubrani w nowe mundury i dobrze upudrowani. Kiedy król przemierzał miasto oficerowie w nienagannych mundurach i rękawiczkach i pod bronią musieli mieć także łaskę, szpadę i ostrogi, a gdy król miał nocować w Gorzowie, wówczas oficerowie wystawili wartę galową przed jego domem. Przy wyjeździe monarchy wszyscy oficerowie mieli tworzyć szpaler, aż król z miasta wyjedzie. W tym czasie garnizon gorzowski składał się z 4 eskadronów regimentu dragonów von Wulffa.

Władze cywilne miejskie reprezentowane były przez następujące osobistości. Burmistrzem był Krzysztof Otto Burchardt. Drugim burmistrzem budowniczym Jan Andrzej Vigilantius, Sekretarzem miejskim był Gottlob Pachur, skarbnikiem miejskim Karol Wilhelm Wcigelt. W skład rady miejskiej wchodziło także 5 senatorów.

Dowódca regimentu gorzowskiego Jerzy Ludolf Wulffen objął w Gorzowie swe stanowisko po śmierci sławnego generała Czetteritza, który zmarł w r. 1772, a w ostatnich latach brał udział w tłumieniu konfederacji barskiej i okupował Pomorze Gdańskie w czasie I rozbioru.

Von Wulff zaś brał udział w rozbijaniu band Cyganów, które od strony polskiej przekraczały granice. Na polecenie króla dowódca garnizonu gorzowskiego wyruszył przeciw nim walcząc z Cyganami głównie w okolicach Lubniewic i Sulęcina.

Garnizon gorzowski wsławił się swą odwagą w wojnie sukcesyjnej bawarskiej w roku 1779. W kilka lat potem na podstawie wyroku sądu wojskowego von Wulff został zdjęty ze swego stanowiska, a na jego miejsce powołano generała majora von Knobelsdorfa.

Zycie w wojsku pruskim zwłaszcza dla prostego żołnierza było niezwykle trudne. Dokuczała surowa dyscyplina, ubranie liche, wyżywienie skąpe i bardzo jednostronne. Także i kwatery, w których żołnierze mieszkali trudno nazwać koszarami. Wynika to chociażby z pamiętników kowala gorzowskiego, wspomnianego już Schultza. Oficerowie mieli dużo wyższy standard życia i np. buty dla nich szyli szewcy z Berlina jak to wynika z rozkazu dziennego z dnia 18 X 1782 r. Wszyscy oficerowie mieli się zjawić na placu defilad w Gorzowie, ponieważ w tym dniu przyjeżdżał szewc z Berlina w celu pobrania miary na buty dla kadry oficerskiej. W dzień potem taką miarę dla oficerów miał brać kapelusznik.

Bicie żołnierzy przez podoficerów było na porządku dziennym skoro w rozkazie swym generał powiada, „że niechętnie widzi, żeby bez jego wiedzy podoficer, albo zwykły dragon otrzymywał 4 i więcej uderzeń”. Te zalecenia nie skutkowały skoro w rok potem w dniu 3 lipca powtarza swe zalecenia pisząc „Ze zdziwieniem przyjmuję, że jego podoficerowie dotychczas dozwalali bić dragona według swego upodobania wymierzając karę chłosty. Ma to być zaprzestane i żaden podoficer odtąd nie może więcej, jak tylko trzy kije wymierzać żołnierzowi”. Knobelsdrof sprawował swą funkcję do roku 1792, a po nim objął władzę Fryderyk Henryk von Katte. Czy chłosta została ograniczona w garnizonie gorzowskim tego nie wiemy.

Zresztą nastały nowe czasy i hasła rewolucji szybko przedostawały się także i do Prus zarówno z Francji jak i z Polski. Szlachetne idee wolność, równość i braterstwo miały wielką siłę nośną. W Polsce doszło do uchwalenia Konstytucji 3-go Maja. Reakcyjne władze pruskie bały się postępu w dziedzinie ustrojowej i społecznej i starały się zdusić rewolucyjne ruchy postępowe. Dlatego też występowały zarówno przeciw Polsce, jak i przeciw Francji. Garnizon gorzowski musiał zatem opuścić miasto, by w dalekiej Francji hamować bieg historii. Do walki z tłumieniem powstania kościuszkowskiego skierowano inne oddziały, a gorzowscy dragoni wysłani zostali na granicę francuską. Pod wodzą gen. Wolffradta i pułkownika von Strantza, wsławili się dragoni z Gorzowa w walkach pod Lauten. Historycy pruscy z dumą piszą o męstwie i odwadze gorzowskich kawalerzystów, którzy po zmasakrowaniu oddziału francuskiej piechoty w dniu 20 września 1794 roku i zdobyciu 2 dział, 3 wozów z amunicją oraz 1 sztandaru, regiment gorzowski na odgłos trąbki z miejsca stanął ponownie w szyku bojowym.

Świadkiem naocznym, który wystawił dragonom gorzowskim taką opinię i wysokie uznanie, był sam generał von Zastrow. Gorzowianie stracili jedynie 30 ludzi, nie licząc rannych, natomiast z oddziału francuskiego nikt żywym nie został. Największe uznanie u Zastrowa wzbudził fakt, że jeszcze szable nie obeschły z krwi ludzkiej, jeszcze na twarzach żołnierzy malowały się straszne przeżycia niedawnych scen wojennych, jeszcze pod stopami zwycięzców konali francuscy żołnierze a już parskające konie, wzbudzały w wojsku pruskim nową chęć walkilrii. Za to męstwo król pruski odznaczył wszystkich oficerów gorzowskiego regimentu wysokim orderem Pour la merite. Wśród nich znalazł się też oficer o polskim nazwisku, niejaki Skrzybeński.

Jeden z uczestników tej bitwy, leutnant regimentu miał duże zdolności malarskie i po powrocie z wojny namalował obraz bitwy, na którym wszyscy niemal oficerowie byli tak wyraźnie przedstawieni, że ci co ich znali mogli rozpoznać twarze. Regiment gorzowski wrócił do miasta dopiero w roku 1795 i był owacyjnie witany przez gorzowian.

 
 

Copyright © 2007-2009. All rights reserved.