Gorzów - Landsberg
Historia
Władcy
Ludzie
Widokówki - Pocztówki
Zdjęcia
Mapy
Publikacje
Forum
Autor
Linki
Gorzów Wlkp.

< Rozdział VI | Spis treści | Rozdział VI >

Rozdział V - Od czasów wystąpienia Lutra (1517 r.) do wojny 30-letniej (1618 r.).

Spis zagadnień rozdziału:
1. Nowa Marchia.
2. Sprawy kościelne i reformacja.
3. Życie gospodarcze.
4. Ustrój miasta i sądownictwo.
5. Rynek i ratusz.
6. Obwarowania miejskie.
7. Sądownictwo.
8. Zarazy.
9. Stosunki społeczne i procesy o czary.
10. Handel miasta.
11. Posiadłości ziemskie.
12. Codzienne życie w mieście.
13. Apteka.
14. Rynek i kościół pariafialny.
15. Żydzi.

1. NOWA MARCHIA
Nowa Marchia nie była terytorium jednolitym o wspólnych dziejach i wspólnej kulturze. Wykrojona z dawnych ziem monarchii Piastów w różnych okresach czasu poszczególne jej terytoria przynależały do różnych organizmów politycznych: część wschodnia do Wielkopolski, południowa do Śląska, północna zaś do Pomorza Zachodniego.

Ekspansywni margrabiowie brandenburscy, wyzyskując rozbicie dzielnicowe Polski, stopniowo i powoli przechwytywali poszczególne obszary i ostatecznie pod koniec średniowiecza, w drugiej połowie XV wieku, panujący w Brandenburgii Hohenzollernowie zdołali utworzyć już znaczne państwo, którego część wschodnia obejmowała środkowe Nadodrze od Krosna poczynając, a na Świdwinie i Drawsku kończąc. Utworzono tutaj Nową Marchię w odróżnieniu od Starej Marchii obejmującej Brandenburgię, której nazwa, jak wiadomo, wywodzi się od starego słowiańskiego grodu Braniboru.

Obszar Nowej Marchii był rozległy, obejmował bowiem swym zasięgiem częściowo terytoria Śląska, Łużyc, Wielkopolski i Pomorza Zachodniego. Z tymi też krainami sąsiadowała Nowa Marchia, a na zachodzie graniczyła z Brandenburgią. Początkowo Nowa Marchia składała się z następujących powiatów: Myślibórz, Barlinek, Gorzów, Strzelce, Choszczno, Drawsko i Świdwin, co razem wynosiło ok. 8440 km. Do tego doszły w późniejszym okresie dalsze, wcielone do Nowej Marchii ziemie jak Torzym, Krosno, Sulechów i Chocieborz. W sumie ten obszar wynosił 13750 km kwadratowych. Początkowo po przyłączeniu ziem zaodrzańskich Niemcy zwali ten kraj, „ziemią po drugiej stronie Odry” (terra transoderana), a dopiero od r. 1385 nazwa Nowa Marchia wchodzi w powszechne użycie (Land jenseits der Oder).

W czasach rządów margrabiego Jana z Kostrzyna (1536-1571) Nowa Marchia została oddzielona od Marchii Brandenburskiej i stanowiła odrębny organizm państwowy. W tym czasie jej obszar, wynosił ok. 200 mil kwadratowych, ale jej granice wybiegały w kierunku południowo-zachodnim, obejmując powiat Chociebórz i miasto Peitz, a także rozległe terytorium na zachód od Odry, sięgając na połowę drogi między Franfurtem nad Odrą a Berlinem. Nową Marchię w średniowieczu zwano także Terra Transodera albo też Marchia Transoderana.

W Nowej Marchii było około 30 miast i wiele setek wsi. Dobra gospodarka elektora Joachima I jak i potem Jana z Kostrzyna sprawiły, że ubogi kraj pod ich rządami rozkwitnął i margrabia Jan, mimo niewielkiego obszaru swego księstwa, dysponował znacznym potencjałem gospodarczym i militarnym. Jego księstwo wyróżniało się dobrym rolnictwem, a także wysoko postawioną hodowlą. Liczne lasy, rzeki i jeziora obfitowały w różnorodne gatunki zwierza, ryb i ptactwa. Na terenie Nowej Marchii fundowane były liczne klasztory, do najbogatszych należały zakony templariuszy, po których dobra ziemskie przejęli joannici i cystersi. Najbogatszą warstwą społeczną tak jak i w innych krajach stanowiła szlachta, wśród której wyróżnić można ok. trzysta rodów najbardziej zasobnych i posiadających największe kompleksy ziemi uprawnej. Do najznaczniejszych rodów zaliczyć trzeba takie nazwiska, jak von Wedlów, Ostenów, Borków, Waldowów, Grunebergów. Nowa Marchia w XVI w. stosunkowo szybko uległa luteranizmowi. Wystąpienie Lutra w niedalelekiej Wittemberdze, szerokim echem odbiło się także w miastach nowomarchijskich.

2. SPRAWY KOŚCIELNE I REFORMACJA
Szybki rozwój luteranizmu na tym obszarze miał swe przyczyny, tak jak i w innych krajach niemieckich, w głębokim kryzysie Kościoła katolickiego. Na długo nim wystąpił Marcin Luter, w takich miastach jak Myślibórz, Chojna, czy Gorzów, duchowieństwo katolickie uległo poważnemu zeświecczeniu i zmaterializowaniu. Instytucje Kościoła straciły swój autorytet, ponieważ wyższe duchowieństwo, stojące na ich czele, przez swą nadmierną chciwość i nieliczenie się z zasadami moralnymi, narażało się na ostrą krytykę ze strony wiernych. Kiedy w roku 1513 przeprowadzono wizytację klasztoru w Mironicach, okazało się, że służba boża była bardzo zaniedbana, msze odprawiano opieszale, a kościelne paramenta tonęły w kurzu i pajęczynach. Władze duchowne wydały obostrzające nakazy. Między innymi zabroniono przyjmowania kobiet w murach klasztornych, opuszczania klasztoru w nocnej porze i zakazano mnichom udziału w karczemnych biesiadach. Nic zatem dziwnego, że kiedy Luter wystąpił z ostrą krytyką pod adresem Kościoła, spotkał się w społeczeństwie nowomarchijskim, tak u szlachty jak i w miastach ze zrozumieniem i poparciem. Zatem nim Jan z Kostrzyna objął władzę w Nowej Marchii w roku 1536, w licznych miastach tego kraju luteranizm potajemnie się rozwinął i wiele kościołów formalnie tylko przynależało do swych biskupów.

Najszybciej nowa luterańska wiara poczęła się rozwijać w Krośnie, gdzie około roku 1525 działał już luterański kaznodzieja, przybyły tutaj ze Śląska. W kilka lat potem kazania w duchu nauki Lutra odbywały się w Sulechowie, a potem w Strzelcach i w Chociebużu.

W samym Kostrzyniu jednak Jan niewiele zmieniał w zakresie religii, ponieważ obawiał się króla Ferdynanda I. Kiedy jednak doszło do zaburzeń na tle religijnym, Margrabia Jan interweniował osobiście i nakazał, aby w mieście „divina officia” odbywała się bez zmian po staremu tak w Kostrzyniu jak i na zamku. W ten sposób musiał postąpić ze względu na swego starszego brata Joachima, który do końca życia pozostał przy katolicyzmie, na co pewien wpływ miała także jego żona Jadwiga, córka króla Zygmunta Starego Jagiellończyka. Obaj bracia w tym czasie uznawali zgodnie, że powinni „przy starej chrześcijańskiej wierze pozostać”.

Po cichu jednak Margrabia Jan sprzyjał luteranizmowi, jednak bał się ogłaszać to publicznie, a tym bardziej oficjalnie wprowadzać luteranizm w swoich ziemiach, zwłaszcza, że był członkiem tzw. Związku w Halle, który popierał cesarza Karola V. W miarę upływu czasu, począł się przygotowywać potajemnie do przyjęcia luteranizmu i w tym celu udał się w r. 1536 do Lutra do Wirtembergii, aby osobiście poradzić się w jaki sposób ma wprowadzić u siebie luteranizm bez przykrych konsekwencji. Spotykał się także w Torgau ze swoją matką wypędzoną przez ojca. Prosił ją też, aby wystarała się u Lutra o dobrych kilku kaznodziejów, którzy mogliby szerzyć nową wiarę na terenie Nowej Marchii. Kiedy Luter poparł starania Margrabiego, wówczas dopiero w roku 1538 zdecydował się on „Ewangelię wg treści Św. Pisma w swych krajach jasno i czysto ogłaszać”.

Pod względem kościelnym Gorzów przynależał do biskupstwa kamieńskiego, które tuż za miastem graniczyło z diecezją poznańską. Santok należał już do Poznania. W roku 1510 granica diecezji poznańskiej przebiegała tuż przy mieście, bo biegła linią rzeki Warty. Wszystko zatem co było na lewym brzegu rzeki należało do diecezji poznańskiej, a samo miasto leżące na prawym brzegu należało do diecezji kamieńskiej. W kościelnych źródłach spotykamy stare Osiedle i Nowe Miasto. W starym osiedlu leżącym na lewym brzegu rzeki istniał już w XII wieku kościół pod wezwaniem Św. Wojciecha. Jednak osadnicy niemieccy po lokowaniu Nowego Miasta przeważnie nazywali go Kościołem pod wezwaniem św. Jerzego, jako że na ten sam dzień 23 kwietnia przypadało święto patrona i odpust. Według akt konsystorskich z r. 1426 stał ten kościół przy moście nad Wartą. Zgodnie z poglądem J. Nowackiego w r. 1360 władze Nowego Miasta zwróciły się do biskupa poznańskiego Jana V o erygowanie kościoła z przynależnym doń szpitalem w starym osiedlu. W kilka lat potem jest już wzmianka o istniejącym tam kościele parafialnym św. Jerzego, którego proboszczem był wówczas Jan Pistoris. Za jego rządów zwrócił się magistrat Nowego Miasta, aby sąsiednie wsie Deszczno i Ulim przyłączyć do parafii św. Jerzego, ponieważ dotychczasowy kościół parafialny w Karninie pozostawał już od dłuższego czasu bez plebana. Wzmianki o tym kościele w Starym, polskim osiedlu, znajdują się też i pod rokiem 1385. Była też w tym kościele, który stał przy moście wiodącym do Nowego Miasta, altaria Matki Boskiej i Wszystkich Świętych, ponieważ jego altarzysta Jan stawał przed konsystorzem poznańskim w roku 1426, broniąc swych praw majątkowych. W początku XVI wieku nadal nad tym kościołem było zwierzchnictwo biskupów poznańskich, skoro biskup Jan Lubrański dochody tej altarii przeznaczył w roku 1506 za wstawiennictwem magistratu gorzowskiego dla rektora szkoły. Biskup poznański również decydował o obsadzeniu tej prepozytury i w roku 1515 osadził na niej proboszcza Michała. Do Nowego Miasta jednak biskup poznański żadnych praw nie miał i dlatego w czasie reformacji duchowieństwo poznańskie nie mogło tutaj zwalczać luteranizmu.

Jak już wspomniano pierwsze ślady reformacji spotkać możemy w Gorzowie już pod rokiem 1525. Jednak za rządów Joachima I oficjalnie utrzymał się kościół katolicki. Dopiero po jego śmierci margrabia Jan z Kostrzyna, od dawna sprzyjający luteranizmowi, zdecydował się przyjąć luteranizm i zaprowadził go w całej Nowej Marchii. Stało się to w roku 1537 i oficjalnie po raz pierwszy luterańskie nabożeństwo odprawiono w Gorzowie w dniu 1 listopada w dzień Wszystkich Świętych w kościele parafialnym NMP. Pierwszym luterańskim duchownym i pierwszym kaznodzieją w tym kościele był Jerzy Woltersdorf, ale swój urząd objął oficjalnie dopiero w roku 1543.

W tym czasie Margrabia Jan wprowadził luteranizm już w całej Nowej Marchii i gorliwie rozkrzewiał nową wiarę tak w miastach jak i we wsiach. Sekularyzował klasztory. Opatom dawał znaczne odszkodowania i dożywocia, zakonnikom dozgonne utrzymanie, a zakonnicom, które chciały wyjść za mąż fundował posagi, w zamian zaś przejmował liczne i dobrze zagospodarowane dobra poklasztorne. Zabierał także bogate wyposażenie kościelne i wszelkie drogocenne przedmioty kultu, takie jak monstrancje, kielichy, pateny, wota itp. Wszystko to zabierał do swej siedziby na zamku kostrzyńskim i za przejęte mienie kościelne budował fortece i zamki. Największe fundusze pochłonęła twierdza kostrzyńska, którą budowało całe społeczeństwo Nowej Marchii zarówno szlachta, jak i miasta a także chłopi obarczani i obkładani ponad stan różnymi robociznami.

W Gorzowie żywa była legenda, że na rynku na krótko przed wystąpieniem Marcina Lutra głosił swe sławne odpustowe kazania sam Jan Tetzel, którego argumenty i sławne powiedzenie, że gdy pieniądz zabrzęczy w kościelnej skarbonie to wraz dusza uwolniona z czyśca wędruje do nieba. Historycy jednak sceptycznie odnoszą się do tej informacji. W każdym bądź razie jedno jest pewne, że w dniu Wszystkich Świętych 1537 roku po raz pierwszy w Gorzowie nie tylko nabożeństwo było odprawione na sposób luterański, ale i komunia święta była udzielana pod dwiema postaciami. Po stronie nowej wiary stanął burmistrz ówczesny Jan Schedę.

Gorzów w tym czasie był ruchliwym miastem handlowym. Napływali do niego zarówno kupcy z luterańskiego już Szczecina jak również z luterańskiej Saksonii i luterańskiego Śląska. Nieobcy był także luteranizm i w sąsiedniej Wielkopolsce. Poza tym synowie z bogatych rodzin kupieckich i rzemieślniczych studiowali na uniwersytetach w Rzeszy, a najwięcej ściągał ich uniwersytet w Wittemberdze, gdzie sława reformatora Marcina Lutra była tym prawdziwym magnesem dla młodzieży.

Nic zatem dziwnego, że wreszcie i Gorzów po śmierci Joachima I zaczął się skłaniać ku reformacji.
Pierwszym duchownym, który całkowicie przyjął luteranizm w Gorzowie był Jerzy von Woltersdorf, a zatem zapewne z rodziny szlacheckiej. Wstąpił on na swój urząd luterańskiego proboszcza gorzowskiego w kościele Najświętszej Marii Panny w roku 1543, a sprawował swe funkcje, także jako duchowny inspektor, aż do roku 1564, to znaczy do swej śmierci. Pozostawał w łaskach u margrabiego Jana z Kostrzyna, o czym świadczą liczne nadania dla tego duchownego, a także margrabia zlecił mu ocenę wartości domów i parcel w mieście potrzebną dla celów fiskalnych.

Następcą Woltersdorfa był Melchior Frangk z Miśni, który był przedtem rektorem szkoły w Kostrzyniu. Na stanowisku kaznodziei w Gorzowie nie był dłużej jak 10 lat i potem musiał zrezygnować, ponieważ straciwszy prawie całkowicie pamięć, nie był w stanie sprostać wymaganiom swego urzędu. Najbardziej wybitnym, a jednocześnie trudnym dla miasta był Jakub Haupt zwany z łacińska Capito, który był także przyczyną poważnych zaburzeń w mieście. Przez wiele lat ciągnął się konflikt Capito z diakonem Walentym Winterem, a także z burmistrzem Winsem i całą niemal radą miejską. Winter i inni duchowni protestanccy posądzali kaznodzieję o sprzyjanie kalwinizmowi. Z tego powodu był Capito pociągany przed różne komisje luterańskie. W roku 1583 zebrała się taka komisja w Gorzowie, która badała wysunięte zarzuty przeciwko Capito. W skład tej komisji wchodzili luterańscy teologowie z Uniwersytetu we Frakfurcie nad Odrą. Przed tym jednak odbyła się także inspekcja starosty z Mironic, który wizytował również szkołę w Gorzowie podległą owemu Capito. Kiedy jednak w dniu 8 lipca 1583 roku, Capito zabronił swym duchownym udzielić sakramentu chorej dziewczynie, a zakrystianin towarzyszący innemu duchownemu udzielającemu ostatniej pomocy został zwolniony z pracy, oburzenie wiernych nie miało granic. Co więcej Capito zamknął kościół parafialny i nie pozwolił wziąć krzyża pogrzebowego i zmarła została pochowana bez tego znaku chrześcijańskiego. W tym czasie też odbywała się komisja graniczna między miastem Gorzowem a dobrami starościńskimi z Mironic. Po rozgraniczeniu dóbr na zakończenie odbyła się wystawna uczta w domu radcy miejskiego Tomasza Ammona. Tam też doszło do ostrej wymiany zdań, a następnie do bójki między nadproboszczem gorzowskim Capito i burmistrzem Winsem. W uczcie brało udział ok. 10 osób. Doszło do poważnych obrażeń ciała zarówno proboszcza, jak i miejscowego aptekarza. Z domu awantura przeniosła się na ulicę i całe niemal miasto na głos dzwonu alarmowego wyszło na ulicę. Tumult trwał prawie do północy. Na szczęście poważniejsi mieszczanie zdołali opanować sytuację, a następnie delegacja miejska udała się do margrabiego do Kostrzyna ze skargą zarówno na burmistrza, jak i na nadproboszcza. Obaj zostali natychmiast zdjęci ze stanowisk, a burmistrz został skazany na domowy areszt, w którym po roku zmarł w czasie grasującej w Gorzowie zarazy, a nadproboszcz Capito zaś po zdjęciu ze stanowiska został posądzony o kalwinizm, a na jego miejsce nadproboszczem w Gorzowie został Wolfgang Peristerus.

Nowy nadproboszcz gorzowski studiował na wielu uniwersytetach w Jenie, Lipsku, Wittemberdze i Rostoku tak teologię, jak i języki starożytne. Po opuszczeniu Gorzowa udał się następnie do Królewca, gdzie był wykładowcą na tamtejszym uniwersytecie. W Gorzowie dał się poznać jako nieubłagany wróg wszelkich nadużyć i jawnie z kazalnicy głosił swe zasady i gromił także władze miejskie, nie wyłączając burmistrza. Zmarł w r. 1592, a w mowie pogrzebowej chwalono go jako człowieka o dużej wiedzy, znającego wiele krajów europejskich.

3. ŻYCIE GOSPODARCZE
Miasto Gorzów już w średniowieczu na skutek swego geograficznego położenia nad Wartą wyrosło na ważne emporium handlowe, a teraz, u progu nowej epoki, nic nie straciło na swym znaczeniu, ale wręcz przeciwnie zyskało na wielkiej zmianie dróg handlowych. Jak wiadomo, na skutek odkryć geograficznych niepomiernie wzrosła wymiana handlowa i Bałtyk nabrał pierwszorzędnego znaczenia jako morze łączące bogate kraje zachodniej Europy z krajami Europy Wschodniej, które były zasobne w zboża i wszelkie płody rolne i leśne. Cała zachodnia połać Polski, czyli głównie Wielkopolska, nie mogła korzystać jednak z wielkiego portu i miasta handlowego jakim był Gdańsk, a mając także wiele do zaoferowania w handlu z Zachodem, głównie drogą wodną przez Wartę i Odrę, mogła zbywać swe towary do krajów zachodnich. Tak zatem, czym dla Mazowsza, Kujaw, Małopolski i Lubelszczyzny był Gdańsk, tak dla Wielkopolski mutatis mutandis był Gorzów i Szczecin. Przez te głównie miasta szła cała wymiana towarowa, a zwłaszcza wszelkie płody i leśne. W zamian zaś do Wielkopolski napływały ze Szczecina przez Gorzów wszelkie artykuły przemysłowe, a także sól i śledzie.

W XVI stuleciu bez względu na takie czy inne zahamowania i konflikty polityczne Gorzów obrastał w bogactwa, potężniała jego rola w wymianie handlowej, a miasto, bogacąc się na handlu, z wolna stawało się jednym z najważniejszych ośrodków miejskich w Nowej Marchii.

Dało się to już zauważyć w latach rządów elektora Joachima I (1499—1535). Pod koniec XV stulecia nawiedził miasto straszliwy pożar w roku 1495, ale miasto szybko się odbudowało, zwłaszcza że lektor brandenburski Jan, zwany Cyceronem zwolnił miasto od wszelkich podatków na 1 rok, a jego następca Joachim I przekazał miastu na odbudowę 500 talarów z podatku od piwa.

Troskę o rozwój miasta widać wyraźnie z rozporządzenia elektora w sprawie miast z roku 1511, w którym zawarto wiele przepisów świadczących o rozwoju Gorzowa i to we wszystkich niemal dziedzinach życia miejskiego. W dwa lata potem uzgodniono między miastami marchijskimi, w tym także z Gorzowem, że piwowarzy z każdej beczki piwa płacą osobny podatek, z którego kilka fenigów otrzymuje elektor, a kilka zaś rada miejska. Otrzymane z tego źródła pieniądze mógł burmistrz i rada miejska zużyć na cele remontowe ratusza i innych budynków użyteczności publicznej. Na tym tle dochodziło jednak często do konfliktów i zaburzeń, ponieważ kierujący życiem gospodarczym miasta członkowie rady i burmistrz, od dziesięcioleci powiązani ze sobą interesami a także węzłami pokrewieństwa, przywłaszczali sobie bezkarnie dochody miejskie płynące z ceł, z dzierżaw wsi miejskich czy folwarków i zamiast przekazywać te fundusze na remont obwarowań miejskich i innych budowli, przeważnie zużywali je dla siebie. Poza tym elita miejska wytworzyła monopole i dla siebie przejmowała ważniejsze dochody, odsuwając od intratnego handlu uboższych obywateli. Nawet wykryte oszustwa na miarach i wagach patrycjat tuszował i tolerował ludzi bogatych, a nieuczciwych.

Źle dziać się poczęło w Gorzowie zwłaszcza po roku 1539, kiedy to na skutek ograniczenia prawa składu został poważnie zahamowany rozwój miasta. Na plan pierwszy z woli elektora począł wybijać się teraz Kostrzyn, który paraliżował przez swoje nadmierne przywileje prawo składu Gorzowa i odciągał kupców od rynków gorzowskich. Dochodziło nawet do zamykania handlu na Warcie, przez co Gorzów tracił swe dochody związano ze spławianymi z Polski towarami.

Gorzów, chociaż nie leżał nad morzem, należał jednak do Hanzy i spełniał doniosłą rolę miasta portowego nad Wartą. Jak długo jednak Gorzów pozostawał w związku hanzeatyckim, tego nie wiemy, ale przez analogię możemy przypuścić, że skoro Berlin, Stendal i Salzwedel, z Hanzy wystąpiły już przed rokiem 1518, to chyba i Gorzów nie mógł się zdobyć na silniejszy opór i także musiał być posłuszny woli swego władcy, elektora brandenburskiego. W interesie bowiem Hohenzollernów brandenburskich nie leżała silna pozycja miast handlowych, przynależnych do potężnej Hanzy, ponieważ nie cierpieli oni państwa w państwie i dlatego starali się ograniczyć przywileje miast, które wykraczały uprawnieniami poza granice państwa.

4. USTRÓJ MIASTA I SĄDOWNICTWO
Na czele zarządu miasta stał od czasu lokacji wójt jako tzw. lokator czyli zasadźca (1253). W roku 1342 ten urząd występuje pod nazwą praefectus scultetus. Od roku 1327 ma on do pomocy rajców. Od roku 1374 spotykamy w Gorzowie ławę sędziowską Schofjenbank. Trudno jednak z braku źródeł ustalić liczbę racjów w tych latach. W roku 1390 spotykamy jednak już 2 burmistrzów i 8 rajców. W roku 1445 zaś 4 burmistrzów i 12 rajców. Radę miejską uzupełniano przez dekoptowanie. Wybory burmistrza i rajców miejskich wymagały każdorazowo zatwierdzenia przez panującego. W XVI i XVII stuleciu nie nastąpiły w ustroju miasta Gorzowa zbyt radykalne zmiany. Przeważnie rada miejska składała się z 8 rajców. Dopiero w XVIII wieku ich liczba uległa poważnemu zwiększeniu. Wówczas podział wyglądał następująco: do sprawujących swą funkcję burmistrzów dodawano po dwóch specjalistów z dziedziny finansów, 2 z dziedziny budownictwa i 3 rajców zajmowało się sprawami administracji wsi miejskich. Ławnicy występowali już w życiu miasta w r. 1317, sędzia zaś od r. 1374. W XVI i XVII wieku liczba ławników wahała się od 6-7, a na ich czele stał sędzia miejski. W XVIII stuleciu sędzią i przewodniczącym ławy był z reguły trzeci z burmistrzów, zwany sędzią miejskim. Dochody z procesów sądowych przypadały miastu. Od 1360 roku w radzie miejskiej spotykamy już przedstawicieli rzemiosła. Jednak w XVI w. nastąpiło ześrodkowanie władzy miejskiej w rękach kilku rodzin patrycjuszowskich, składających się z kupców i złotników. W XVI wieku ważną rolę w życiu miasta i w jego władzach spełniali dzielnicowi tzw. Viertelmeister, którym podlegały poszczególne kwartały miasta. W XVIII wieku takich zarządzających dzielnicami czyli kwartałami było 6.

Miasto Gorzów było miastem bezpośrednio zależnym od władzy księcia elektora (tzw. Immediatstadt). W latach 1535-1571 pod rządami Jana z Kostrzyna Gorzów był oddzielony od Marchii Brandenburskiej i wraz z całym regionem wiejskim stanowił osobny okręg, zależny od magistratu i burmistrza.

Pieczęć miasta pozostała ta sama, tzn. brandenburski orzeł na srebrnym polu, który wywodził się z piastowskiego orła śląskiego. Głowa orła jest zwrócona w lewo (1541, 1601, 1617). Są jednak zachowane pieczęcie, na których głowa orła zwrócona jest w prawo (1462, 1464, 1471, 1488).
Inne znów herby miejskie wyobrażają śląskiego orła na srebrnym polu z listkiem koniczyny (1521, 1697, 1704). Głowa orła raz zwrócona jest w lewo, raz w prawo.

Ważne zmiany w ustroju miasta wprowadziło rozporządzenie elektora z roku 1511, w którym widać wyraźnie dążność panującego do narzucenia miastu swej woli. Wśród wielu punktów rozporządzenia warto zaznaczyć, że elektor już wówczas musiał interweniować w sprawach spornych między mieszczanami a burmistrzem Pawłem Dumenem. Burmistrz został upomniany, aby w sprawach miejskich radził się całej rady miejskiej i brał pod uwagę interesy mieszczan, a nie tylko partykularne interesy arystokracji miejskiej. Z tego pisma wynika, że rada miejska liczyła wówczas 12 osób wśród niej zaś dwóch było burmistrzów (burmistrz i wiceburmistrz) tzw. prokonsul, czyli zastępca. Byli oni wybierani na dwa lata i tak jednego roku sprawował władzę 1 burmistrz i 5 rajców, drugiego roku zaś następnych 5 rajców i drugi burmistrz.

W razie śmierci którejś z wybranych osób, mieszczanie mieli na ich miejsce wybrać innych rajców lub innego burmistrza. W razie potrzeby mogło też miasto wybrać 4 godnych zaufania mężów z czterech cechów rzemieślniczych, a do najważniejszych należały wówczas cech sukienników, cech piekarzy, cech rzeźników i cech szewców razem z garbarzami. Obok tych czterech wybierano także dwóch przedstawicieli z gminy miejskiej. Ci ostatni przedstawiciele byli jako doradcy, aby rada miejska nie podejmowała uchwał, które były szkodliwe dla miasta.

W zaleceniu elektora było wymagane, aby rada miejska stała na straży praw obywateli miasta, nie dopuszczała się niesprawiedliwości, pilnie baczyła na posłuszeństwo mieszczan, a w razie naruszenia praw wymierzała surowe kary.

Punkt szósty edyktu księcia elektora Joachima I postanawiał, że wszelkie dochody miejskie ze wsi, z rynkowej sprzedaży, z drewna, to wszystko ustępująca rada miejska musi w obecności czterech starszych z cechu przeliczyć i zdać rachunek przed nowo wybraną radą miejską. Władca dbał także o opiekę nad biednymi i chorymi ludźmi i tych także polecał władzom miasta. Rada miała baczyć pilnie, aby była odpowiednia jakość piwa i wina i miary były rzetelne. Środki żywnościowe, takie jak zboże, mięso, ryby musiały być sprzedawane po sprawiedliwych cenach, tak dla biednych jak i bogatych. Nadzór rady miejskiej rozciągał się również nad piekarzami, piwowarami, krawcami, szewcami i wszystkimi innymi rzemieślnikami. Miasto nie posiadało żadnych uprawnień do bicia monety, chociaż już w średniowieczu Gorzów należał do najbogatszych miast o największych dochodach. W XVI wieku obok czynszu gruntowego z domów miejskich, czynszów z jatek rzeźnych i bud piekarniczych miasto otrzymywało także podatek od piwa z piwnicy ratuszowej i z browarów. Nadto miasto otrzymywało wysokie opłaty z 3 jarmarków, z prawa miejskiego, z prawa wykonywania zawodu oraz opłaty od testamentów. Do tego zaliczyć należy także wysokie podatki od dzierżawienia farbiarni, miodosytni, a także od pastwisk miejskich.

Duże dochody czerpało miasto również z hodowli świń, cieląt, owiec, z pasiek, a także z dzierżawienia miejskich wsi. Już w roku 1377 Gorzów uchodził za najsilniejsze finansowo miasto wśród wszystkich miast nowomarchijskich i stać go było na płacenie najwyższych podatków. Później doszły jeszcze wysokie dochody od Żydów i nowych wsi osadzonych na zmeliorowanych bagnach nadwarciańskich.

5. RYNEK I RATUSZ
W tym czasie Gorzów jako duże miasto i ważny ośrodek handlowy posiadał już własny dość obszerny ratusz, w którym urzędował burmistrz i rada miejska. Gmach był okazały jak na owe lata, ponieważ rada miejska, wykorzystując sytuację jaka się wytworzyła w czasie reformacji, skonfiskowała stary klasztor i przebudowując dawny gmach przystosowała go dla celów świeckich. Część klasztoru była użytkowana jako ratusz już na długo przed przebudową, ponieważ w mieście na skutek częstych pożarów nie było żadnego innego odpowiedniego budynku, a klasztory już w początkach XVI wieku, jeszcze przed wystąpieniem Lutra, świeciły niejednokrotnie pustkami, a stan moralny zakonników pozostawiał wiele do życzenia. Nie posiadamy jednakże bliższych opisów jak wyglądał ówczesny ratusz po przebudowie, ani też nie zachowały się żadne rysunki z tego czasu, kiedy budynek był jeszcze klasztorem.

Ratusz jednak był ważną budowlą miejską, ponieważ wraz ze wzrostem znaczenia, roli i funkcji miasta Gorzowa rosła liczba spraw, jakie rada miejska i burmistrz musiały codziennie załatwiać na ratuszu. Gorzów w XVI wieku, a zwłaszcza w drugiej jego połowie, stał się ważnym emporium handlowym. Najważniejszym placem w Gorzowie, gdzie skupiało się życie handlowe i administracyjne miasta, był rynek, między najstarszą budowlą jaką był kościół NMP a klasztorem- ratuszem. Ratusz ówczesny stał naprzeciw prezbiterium kościoła parafialnego, po zachodniej stronie rynku. Jak ów budynek wyglądał dokładnie nie wiemy. Wiadomo tylko, że przylegały doń liczne kramy kupieckie. Po kościele parafialnym był to najokazalszy budynek w mieście w XVI wieku. Początkowo ratusz w XIV w. z pewnością był budynkiem drewnianym i stał pośrodku rynku. Potem wystawiono inny, ale i ten uległ pożarowi.

W XVI stuleciu na ratusz został przystosowany budynek dawnego klasztoru OO franciszkanów, chociaż niektórzy historycy przeczą tej tezie. Dawny ratusz gorzowski został rozebrany w roku 1850 i nie zostało po nim żadnego śladu. Był to budynek 2-piętrowy, 35 m długi i 23 m szeroki z niezbyt wysoką czworokątną wieżą pośrodku, która była zwrócona swym frontem do rynku. Ratusz był budowlą podpiwniczoną i sklepioną. Na parterze po prawej stronie od wejścia znajdowała się izba archiwalna, gdzie przechowywano ważne akta miejskie i księgi, po prawej zaś stronie była izba skarbowa (Konigliche Akzise Stube) jak ją później zwano. Poza tym na parterze znajdowała się także izba „posłuszeństwa obywatelskiego”. Był to po prostu areszt dla naruszających prawo miejskie. Na piętrze nad izbą archiwalną znajdowała się sala, której okna wychodziły na wschód, zwana Izbą Rady lub Izbą Audiencjonalną. Obok niej zaś izba sądowa, gdzie odbywały się procesy przed ławą miejską. Największa sala znajdowała się na piętrze od strony frontowej. Była to wielka sala mieszczańska, do której wiodły schody zewnętrzne. Nad drzwiami izby rady widniał czerwony brandenburski orzeł z herbu miejskiego. Natomiast nad wejściem do izby sądowej wyryto napis po łacinie oznajmiający, że sala jest świątynią sprawiedliwości.

Kwadratowa wieża nad ratuszem zwana była wieżą trębacką, jako że stąd trębacz codziennie wygrywał swe melodie i wzywał mieszczan do spoczynku, czy też rano do pracy. Na jej szczycie znajdowała się platforma otoczona balustradą, a mur pokryty był blachą miedzianą. Z tej platformy był wspaniały widok na całe miasto i okoliczne wsie. Pomieszczenia piwniczne wykorzystywano jako więzienie dla przestępców kryminalnych. Tam też była izba tortur, gdzie wymuszano zeznania.

Sądzono nie tylko mieszczan za zbrodnie, ale także i chłopów ze wsi, które miastu podlegały. W piwnicy położonej od strony północnej znajdowała się piwiarnia ratuszowa, w niej członkowie rady i burmistrz mogli się wzmocnić po długich godzinach urzędowania na ratuszu. Pod salą mieszczańską (Burgersaal) zaś znajdowały się jatki rzeźnickie i tam też można było zakupić mięso i wyroby rzeźnickie. Ta sala była tak duża i jedyna w mieście, że jeszcze pod koniec XVIII stulecia w niej właśnie występował Zschokke ze swą trupą teatralną. W roku 1825 jednakże zwaliła się wieża ratuszowa, a i sam ratusz coraz bardziej się chylił do upadku i dlatego też w ćwierć wieku później został rozebrany. Pod ratuszem przechowywano także sprzęt przeciwpożarowy.

6. OBWAROWANIA MIEJSKIE
Za pieniądze uzyskane z dochodów miasta, władze miejskie musiały utrzymywać w dobrym stanie mury miejskie, fosy, wieże, bramy i inne obiekty obronne, aby gotowość bojowa i obronność miasta nie uległy osłabieniu. Najważniejszym obiektem w systemie obronnym Gorzowa obok murów miejskich była tzw. Krowia Góra, otoczona wałami i rowami. Zwano ją także Krowią Strażnicą czy też „Krowim Szańcem” i wybudowano ją dla zabezpieczenia miasta od strony południowo-wschodniej, gdyż tutaj niejednokrotnie z Polski atakowały miasto zbrojne oddziały. Na tym szańcu czuwała ustawicznie straż, aby w razie zagrożenia powiadomić miasto o zbliżającym się niebezpieczeństwie.

Jak już opisano w części pierwszej budowę murów miejskich rozpoczęto w pierwszej ćwierci XIV stulecia. Potem jednak w miarę bogacenia się miasta rozbudowywano system obronny, tworząc coraz to nowe trudne do sforsowania przez nieprzyjaciela zapory wodne w postaci fos i murowane, składające się z murów miejskich, wież i baszt obronnych. To co zostało do naszych czasów daje wyobrażenie o ogromie prac, i wielkich kosztach, jeśli się zważy, że przecież całe miasto było w ten sposób opasane murami. Wykusze w murach były wszędzie z wyjątkiem partii od strony rzeki Warty.

Tuż przy murach na całej długości wiodła uliczka zwana Omurną, która stanowiła arterię komunikacyjną w czasie oblężenia. Szła ona trasą dzisiejszych ulic: Nad murem, Strzeleckiej i Zaułka. Wokół murów na zewnątrz wykopana była fosa, wypełniona przez cały rok wodą z rzeki Kłodawy. Stanowiła ona poważną zaporę trudną do sforsowania, ale tylko w porze letniej. Natomiast zimą, kiedy lody skuły rzekę i fosy, przystępu do miasta broniły tylko mury. Obok fosy poważnymi przeszkodami wodnymi były też stawy i rowy, jak np. wypływający ze Stawu Kłodawskiego Rów Miedziany i dalej łączący się z nim Staw Miedziany, a także na pewnym odcinku rzeka Kłodawa. Tak zatem na pewnych odcinkach aż trzy poważne cieki wodne broniły miasto od napaści wroga.

Dla lepszego zabezpieczenia miasta nie budowano więcej bram. A zatem od średniowiecza pozostały nadal tylko trzy bramy: Santocka, Młyńska i Mostowa. Najbardziej okazałą i najczęściej używaną była Brama Santocka, ponieważ tuż za nią wyrosło duże przedmieście o tej samej nazwie. Wiódł do niej most zwodzony nad fosą. Po moście można było dotrzeć do tzw. bramy zewnętrznej. Była to wysoka budowla w kształcie wieży, przykryta dachem namiotowym i ozdobiona licznymi blankami. Po przejściu tej bramy droga wiodła przez wąską, otoczoną murami szyją przedbramią i dopiero potem można było dotrzeć do bramy właściwej, za którą dopiero było miasto. Tę drugą bramę wzmacniała niska wieża podobna do innych wież wartowniczych, jakie były wybudowane przy murze miejskim.

Od zachodu przystępu do miasta broniła Brama Młyńska. Przystęp do niej również był broniony fosą i musiał także być nad fosą most zwodzony. Obok fosy dostępu do tej Bramy broniły dwa ramiona rzeki Kłodawy i przez Staw Kłodawski oraz rzekę Wartę cały ten teren stanowił jak gdyby wyspę. Brama Młyńska posiadała znaczenie mniejsze i nie była tak rozbudowana jak Brama Santocka. Jej fundamenty były z kamienia, a reszta murów z cegły. Stała na rzucie prostokąta. Widok zachowany ze sztychu Meriana, ukazuje nam jej górną część jako zwieńczoną blankami o płaskim dachu. Dla celów obronnych w górnej partii budynku widoczne są dwa rzędy otworów służących do rażenia pociskami wojsk nieprzyjacielskich. Podobnie także jak przy Bramie Santockiej zdobiły ją ostrołukowe wnęki.

Jeszcze mniej pokaźnym budynkiem fortyfikacyjnym była Brama Mostowa, dla odtworzenia której nie posiadamy jednak żadnych rysunków. W miarę upływu czasu, gdy Gorzów stawał się ważnym ośrodkiem handlowym, zaszła potrzeba przebicia kilku innych wyjazdów z miasta i dlatego już w wieku XVI słyszymy o wybiciu w murach miejskich tzw. furtek. Dwie z nich wiodły do rzeki Warty. Stanowiły one wyloty dwóch ulic: Wodnej i Łaziennej.

Furtka Łazienna musiała być często używana skoro ją w roku 1569 poszerzono tak, aby mogły swobodnie przejeżdżać wozy konne. Także na północnej stronie murów miejskich przebito furtkę i zbudowano most zwodzony nad fosą. Mury miejskie były rzeczą niezwykle kosztowną zarówno w samym ich wystawieniu, jak i potem w dalszych wiekach przez ustawiczną ich konserwację.
W dokumentach ciągle spotykamy różne ślady głębokiej troski panujących, aby miasto dbało o swe fortyfikacje miejskie, a i same władze miejskie także zdawały sobie sprawę, jak ważną rolę w obronie miasta spełniały mury miejskie. W roku 1511 elektor Joachim wydał specjalny przywilej regulujący życie miasta i w tym przywileju zalecał co następuje. „Aby Rada mury miejskie, rowy, wieże, wykusze, przedbramia i inne utrzymywała w stanie obronności tak na zewnątrz, jak i w mieście, aby je gorzowianie umocnili i żadnym sposobem nie dawali im podupaść zważywszy jak zależy na tym władcom i miastu”.

Mimo nacisku władz trudno było miastu sprostać tak ważnym zadaniom, zwłaszcza kiedy nadeszła klęska powodzi lub pożaru i trzeba było na nowo wystawiać znaczne partie murów lub odbudowywać spalone bramy. O takich generalnych naprawach są wzmianki w źródłach, jak np. pod rokiem 1575 „W niedzielę Jubilate, po skończonej mszy o godzinie 12 zawalił się mur miejski przy spichlerzu”. W 10 lat potem w roku 1586 kronikarz gorzowski notuje: „W poprzednim tygodniu zawalił się mur miejski przy bramie wiodącej do Santoka, pomiędzy mostem zwodzonym i bramą”. Naprawa takiego odcinka wymagała olbrzymich funduszy, bo trzeba było rozbierać i nowe zakładać fundamenty.

Do fortyfikacji miejskich zaliczany był także zamek gorzowski, wystawiony przez Zakon Krzyżacki w latach 1443-1450. Jednak w roku 1454 gorzowianie nienawidzący ucisku krzyżaków zburzyli go i odtąd pozostały po nim tylko resztki. Jeszcze w połowie XVII stulecia istniał na jego fundamentach zbudowany skromny budynek o dwuspadowym dachu, nad którym górowała okrągła wieża. W roku 1710 jest o nim tylko wzmianka, jako o miejscu zwanym sogenannte Schlossstaedte, gdzie zbudowano nową szkołę.

7. SĄDOWNICTWO
Sądownictwo miejskie w Gorzowie, było również poddane radzie miejskiej. Ona powoływała ławników i sędziów miejskich i dbała, aby wyroki zapadały sprawiedliwie bez względu na stan majątkowy, czy pozycję społeczną. Każdy zresztą w razie niesprawiedliwego osądzenia mógł się odwołać do margrabiego, a wszystko musiało być wpisane w księgi sądowe i każdy za odpowiednią opłatą mógł uzyskać odpis, czy też wgląd do ksiąg sądowych miejskich. Odpisy musiały być dokonywane w obecności sędziego i co najmniej dwóch ławników, przy udziale pisarza sądowego. Bardzo surowe były przepisy zabezpieczające miasto przed pożarem. Te i inne ustawy regulujące życie miejskie, tak władz miasta jak i mieszczan, uroczyście zostały obwieszczone przez elektora w niedzielę w dniu Św. Tadeusza 1511 roku i były trwałym fundamentem ustrojowym miasta Gorzowa. W tymże rozporządzeniu było ustalone, że wszelkie transakcje nieruchomościami muszą się odbywać pisemnie przed sądem i podobnie jak w Polsce w sądach grodzkich istniały w Gorzowie także księgi miejskie, gdzie tego typu umowy musiały być wpisane przy obecności sędziego, który pełnił rolę jak gdyby współczesnego nam notariusza. Nie można np. było przekazać nieruchomości w mieście komuś kto nie był obywatelem miasta Gorzowa, obojętnie czy to byłaby osoba świecka, czy duchowna.

W następnych rozporządzeniach książę uściślał wydane już rozporządzenia i tak np. na sejmiku krajowym w r. 1518 określono górną granicę zarobków siły najemnej. Nie wolno np. było zarobić parobkowi więcej jak tylko 24 marki w stosunku rocznym. Miarą powszechną w Nowej Marchii winien być myśliborski szefel, ale w Gorzowie, Choszcznie, Świdwinie i Drawsku miano używać miar, jakie dotychczas obowiązywały. Natomiast sukno musiano mierzyć według łokcia berlińskiego także i w Gorzowie. Już w tym czasie wprowadzono przepisy chroniące przyrodę, skoro książę zabraniał pod surową karą wybierania jaj dzikich kaczek i innych ptaków. Z kary pieniężnej połowę otrzymywało dane miasto, a połowę książę elektor.

Jak wielki był wówczas Gorzów na tle innych miast Nowej Marchii możemy się zorientować z liczby pachołków, jakie miasta musiały wystawić w razie zagrożenia wojennego w roku 1529. Prawdopodobnie spowodowane to było pierwszym oblężeniem Wiednia przez Turków i cała Rzesza na wezwanie cesarza zobowiązana została do wystawienia odpowiednich posiłków do walki z Turkami. Najliczniejszym i najbogatszym miastem była wówczas Chojna i Choszczno, które wystawiły po 38 knechtów. Natomiast tuż za nimi szedł Gorzów ze swymi 28 knechtami, a dopiero potem Strzelce 27, Myślibórz 23, Świdwin 15, Drawsko 10, Kostrzyn 9, a Dobiegniew tylko 8.

8. ZARAZY
Wielkość miasta nie zawsze zależała od warunków ekonomicznych i rozwoju gospodarczego. W dawnych wiekach bowiem często zdarzały się kryzysy demograficzne, spowodowane wielkimi klęskami żywiołowymi. Lata wielkiego nieurodzaju, lata wojny i zniszczeń pociągały za sobą głód, a za nim w ślad szło morowe powietrze. Zarazy niejednokrotnie dziesiątkowały ludność. Na wieść o zarazie mieszkańcy miasta sami opuszczali swe domy i mienie i z niewielkim dobytkiem uchodzili w lasy lub na oddalone wsie, bo tam łatwiej było przeżyć i niejednokrotnie w ten sposób ratowano swoje życie i życie swych najbliższych.

W miastach jednak ludność biedna, nie mająca środków do życia i często najsłabiej odżywiona, zostawała na miejscu i ona też najczęściej padała ofiarą śmierci. Jej żniwo było niejednokrotnie tak obfite, że zdarzały się klęski morowego powietrza najczęściej cholery czy dżumy, które tak straszliwie dziesiątkowały ludność, że niejednokrotnie tylko jedna trzecia ogółu mieszczan zostawała przy życiu. Mieszczanie nadzwyczajne wydarzenia w życiu miasta starali się wiązać z nadzwyczajnymi zjawiskami na niebie czy ziemi. Pojawienie się zaćmienia słońca czy księżyca, a zwłaszcza pojawienie się komety, zazwyczaj wiązano z nadchodzącymi klęskami. Tak było w roku 1472, kiedy to pojawiły się na niebie dwie komety, a wkrótce potem wybuchła wojna trwająca trzy lata, a po niej głód, zaraza i inne cierpienia. Podobnie zjawiła się kometa w roku 1504 i tuż za nią nastało lato, tak upalne i susza tak długotrwała, że padały zwierzęta, zwłaszcza świnie. Ludzie wierzyli, że wszystkie te nieszczęścia przyniosła ze sobą owa kometa.

Wielkie żniwo śmierci zabrała ze sobą zaraza w roku 1507. Ludzie wymarli, a żywności było w bród tak, że nie opłacała się uprawa roli, ponieważ droższa była praca przy uprawie niż zyski za płody rolne. Szefel żyta kosztował w Gorzowie tylko 23 fenigów, jęczmienia 16, owsa 12 fenigów. Beczka wina zaledwie 30 groszy, a beczka piwa tylko 12 groszy. Kroniki gorzowskie notują, że w roku 1528 widziano w mieście 4 komety, a ich ogony sięgały horyzontu, czyli jak wtedy mówiono końca świata. Sprowadziły one za sobą zdaniem gorzowian bardzo nieurodzajne lato, którego skutki w postaci drożyzny ciągnęły się przez 7 lat. Brak urodzaju spowodował drożyznę i głód. Osłabiona biologicznie ludność nie tylko Gorzowa, ale całej Marchii, a także i innych krajów Rzeszy, padała ofiarą zarazy. Szalała wówczas tzw. angielska choroba, znana także i na Pomorzu Zachodnim. Na całym ciele chorego, a zwłaszcza na piersiach, pojawiał się nadmierny pot. Ofiary śmiertelne były bardzo liczne. Zapadano w sen i kto przetrzymał 24 godzinny sen, ten wychodził cało z tej choroby, ale najczęściej z tego snu chorzy się już nie budzili. Ludzie, aby nie usnąć szarpali się nawzajem, budzili jedni drugich, ale daremnie, choroba śmiertelna była silniejsza niż pragnienie życia. Zaraza angielska szalała przed tym w Anglii i stąd dano jej tę nazwę.

Duchowni katoliccy niejednokrotnie wykorzystywali tę zarazę do swej walki z luteranizmem i z kazalnicy głosili płomienne mowy, że to sam Bóg zesłał na ludzi tę nieznaną dotychczas chorobę, aby się opamiętali i nie szukali nowej wiary. Obiecywali przy tym, że jeśli ludzie powrócą na łono Kościoła katolickiego, Bóg zapewne pohamuje swój gniew i ukróci szalejącą zarazę.

Jak wyglądało jednak życie religijne w Gorzowie, w okresie tuż po wprowadzeniu luteranizmu i jaka była struktura nowego kościoła niewiele wiemy, bo źródła do tych zagadnień zachowały się z późniejszej nieco epoki, a mianowicie dopiero z czasów wojny 30-letniej.

9. STOSUNKI SPOŁECZNE I PROCESY O CZARY
W mieście najważniejszą i najbogatszą warstwą byli kupcy, a potem dopiero szli rzemieślnicy i to przeważnie tacy jak piwowarzy czy sukiennicy. Z kupców też przeważnie rekrutowali się burmistrzowie.

Z procesu jaki się toczył i z wzajemnych oskarżeń stron w procesie burmistrza Winsa i nadproboszcza Capito wiele dowiadujemy się o życiu codziennym Gorzowa, o powszechnych troskach, kłopotach, a nawet zdradach małżeńskich, ponieważ w cały ten proces została wciągnięta także małżonka aptekarza, w której kochał się burmistrz Wins.

Z burmistrzów XVI stulecia, obok wspomnianego już Winsa, na uwagę zasługują Jan Herrendorf zmarły w r. 1563, o którego śmierci wiele przekazał nam kronikarz gorzowski Kasper Fichner, piszący swą kronikę miasta dopiero w roku 1571, ale szczegóły o śmierci Herrendorfa przejął z nie zachowanej wcześniejszej kroniki. Zmarły burmistrz wszedł w ostry konflikt z mieszczaninem Mullerem.

Po śmierci burmistrza oskarżono żonę Mullera o otrucie i czary, jak również jej trzy sąsiadki. Na mękach żona Mullera zeznała, że za jej pieniądze otruły burmistrza jej sąsiadki. Mullerową za wysoką kaucją puszczono na wolność, a jej trzy sąsiadki skazano na spalenie na stosie i wyrok wykonano. W rok potem w Gorzowie znowu toczył się proces o czary. Tym razem ofiarami padły trzy kobiety z przedmieścia posądzone o czary i znowu, jak zwykłe, wzięte na tortury bogu ducha winne niewiasty przyznały się do czynienia czarów i zostały w imię czystości nowej luterańskiej religii skazane na spalenie. Na szczęście w sprawę wmieszał się margrabia i na jego polecenie niewinne kobiety zostały wypuszczone na wolność, ale jedna z nich nie wytrzymała tortur i zmarła w więzieniu.

Wśród innych burmistrzów wymienić by trzeba Szymona Szede, którego rodzina pochodziła z Polski. Jeden z jego przodków w początku XV wieku był opatem w Bledzewie (Blesen), a dziadek w roku 1530 przybył do Gorzowa i wkrótce dorobił się znacznego majątku a nawet został burmistrzem. Jego syn Szymon, od 1566 był radcą miejskim, lubował się historią, a także pisał kronikę miejską. Następnie syn Szymona, także Szymon został burmistrzem i znany był ze swych zdolności dyplomatycznych. Ostry konflikt, jaki był między miastem a starostą z Mironic, potrafił załagodzić i pokojowo załatwić z korzyścią dla miasta. Była to tzw. wojna o ryby, zakończona bez krwi rozlewu.

10. HANDEL MIASTA
Najważniejszymi produktami jakie były przedmiotem handlu w Gorzowie było zboże i wełna. Przychodziły one szkutami spławianymi Wartą z Wielkopolski, a także tutaj był skup tych płodów rolnych i leśnych z najbliższych okolic Nowej Marchii. Gorzów, uzyskawszy ważny przywilej prawa składu, był miejscem przeładunkowym najważniejszych produktów rolnych spławianych z Polski do Szczecina. Prawo składu dawało kupcom gorzowskim określone przywileje i dlatego miasto czerpiąc ze swego geograficznego położenia nad zasobną w wodę Wartą bogaciło się i coraz bardziej stawało się potężne. To z kolei wzbudziło zawiść sąsiedniego Frankfurtu, który leżąc powyżej ujścia rzeki Warty do Odry nie mógł korzystać z tranzytu towarów polskich do Szczecina. Trudno było nakłonić kupców, aby nadkładali drogi i pod prąd płynąc zawijali do portu rzecznego we Frankfurcie i tam korzystając również z prawa składu wystawiali swe towary na sprzedaż.

Między Gorzowem a Frankfurtem przez cały niemal wiek XVI trwała zacięta walka i ostra konkurencja handlowa. Frankfurt, jako potężniejszy, ciągle rzucał kłody pod nogi kupcom gorzowskim, polskim i pomorskim, którzy starali się omijać rynek we Frankfurcie. Skoro władzę nad Nową Marchią przejął Jan z Kostrzyna doszło w ciągu kilku lat do ostrego sporu między nim a jego bratem elektorem brandenburskim, Joachimem II. Wykorzystał to Frankfurt i elektor ulegając naciskom władz i kupców frankfurckich, a także chcąc dokuczyć młodszemu bratu, zlikwidował prawo składu w Gorzowie z wyjątkiem polskich towarów jak: zboże, deski, belki i inne płody leśne jakie drogą warcianą przez Gorzów szły do Szczecina. Stało się to w roku 1539. Zakazano wówczas także transportu towarów i to pod karą 100 guldenów drogą lądową przez Santok i zerwano jedyny most na Noteci.

Chociaż Jan z Kostrzyna był panem w Nowej Marchii, to jednak podlegał zwierzchnictwu brata elektora Joachima II. Elektor mógł zatem narzucić miastu swych celników, którzy pilnie baczyli, aby kupcy gorzowscy postępowali zgodnie z prawem. Każdego kupca, który by się odważył postępować wbrew prawu skazywano na karę 100 guldenów. Obok celników elektora i innych urzędników na straży prawa stali także kupcy frankfurccy, w których interesie było pozbawienie gorzowian prawa składu.

Na szczęście w tym narzuconym Gorzowowi ograniczeniu prawa składu znalazła się furtka prawna. Był nią eksport polskich towarów drogą warciańską. W tym wypadku elektor brandenburski mógł zmusić swego brata do ustępstw, ale nie mógł narzucić tych rygorów Polsce, zwłaszcza że był potem jej lennikiem z Prus Wschodnich. Elektorom mocno zależało na utrzymaniu dobrych stosunków z Polską i dlatego każdorazowy król Polski z natury rzeczy był jednocześnie opiekunem gorzowian, bo nikt inny tak jak Polska nie mógł zabiegać o interesy kupców gorzowskich, jako że były one zbieżne z interesami szlachty polskiej.

Problemy związane z prawem składu w Gorzowie i z handlem tranzytowym przez Gorzów były zawsze kością niezgody i przyczyną licznych konfliktów, nie tylko władz miejskich Gorzowa z elektorami brandenburskimi i władzami miejskimi Frankfurtu, ale niejednokrotnie konflikty te przybierały szerszy charakter międzynarodowy i powoływane liczne komisje spotykały się w różnych miastach: w Gorzowie, we Frankfurcie nad Odrą i w Szczecinie, aby na jakiś czas unormować narosłe pretensje. Dla Gorzowa postawa Frankfurtu, który domagał się, aby wszyscy kupcy, spławiający Wartą swe towary do Szczecina, czy też ze Szczecina do Gorzowa, płynęli pod prąd w górę rzeki Odry, do Frankfurtu i tam, zgodnie z frankfurckim prawem składu, rozkładali swe towary, była nie do przyjęcia. Było to bardzo kosztowne, bo wiadomo, że wówczas w żegludze rzecznej i morskiej nie znano innej siły jak tylko siłę wiatru i mięśni ludzkich. Szykany ze strony elektora i miasta Frankfurtu mocno psuły krew gorzowianom i hamowały poważnie rozwój miasta. Jedyny ratunek dla Gorzowa przychodził przeważnie z Polski i niekiedy także ze strony książąt pomorskich, którzy także mieli swoje interesy w rozwoju korzystnej wymiany z zapleczem nowomarchijskim i z Polską.

Ostatecznie na czas dłuższy wszystkie te sporne sprawy uregulował dopiero układ, jaki obie strony polska i brandenburska, zawarły w Trzebiszewie, wsi położonej w pobliżu Gorzowa. Stało się to w początkach XVII stulecia w roku 1618 . W tym układzie postanowiono, że tak wszyscy kupcy jak i szlachta z Polski mogą bez przeszkód drogą wodną Warty wywozić swe płody rolne i leśne. Uwzględnione zostały tutaj także prawa składu Gorzowa, skoro odnośny punkt porozumienia stwierdza, że wszyscy kupcy polscy są zobowiązani do wyłożenia swych towarów w Gorzowie na czas trzech dni, a szlachta polska tylko na okres 24 godzin. To dotyczyło także spławu drewna, które wówczas miało wielki zbyt w stoczniach Szczecina i w innych miastach pomorskich. Natomiast poddani brandenburscy, a zatem także mieszkańcy Nowej Marchii, mieli prawo wożenia swych towarów daleko w głąb Wielkopolski, aż do miasta Koła. Obie strony zobowiązywały się na swych ziemiach pilnie baczyć, aby nie budowano młynów i innych zapór na rzece Warcie, które by utrudniały żeglugę.

Niestety to porozumienie przyszło już za późno, bo w tym samym roku wybuchła w Czechach wielka wojna 30-letnia, która rychło dotarła także i do Nowej Marchii, a objęła swymi zniszczeniami także i Gorzów, a handel warciański na długie lata prawie całkowicie zamarł.

11. POSIADŁOŚCI ZIEMSKIE
Obok żeglugi warciańskiej gorzowianie mieli także i inne kłopoty i konflikty. Bogate miasto, jak to było wówczas w zwyczaju, rozszerzało także swe posiadłości ziemskie, bo każdy zamożny mieszczanin rychło przetwarzał się w ziemianina, by się upodabniać do szlachty. Chociaż ze strony szlachty były sprzeciwy i sam elektor niechętnie patrzył na wzrost zamożności swych mieszczan, to jednak praktyka taka była na porządku dziennym. Miasto Gorzów zresztą już w średniowieczu przy nadaniu praw lokacyjnych otrzymało wiele łanów, na których niektórzy mieszczanie prowadzili gospodarkę rolną i hodowlaną. W ciągu wieków posiadłości te rosły w różny sposób przez kupno, zastawy itp.

Jednym z większych kompleksów posiadłości miejskich były wsie położone na południe od Gorzowa na terenie diecezji poznańskiej, które od wieków należały do zakonu cystersów w Gościkowie-Paradyżu. Ziemie te bardzo oddalone od klasztoru, opaci wydzierżawiali na prawie lennym miastu Gorzowowi i stąd czerpali korzyści materialne. Od początku bowiem było ustalone, że za dzierżawienie tych wsi, łąk, lasów i pól uprawnych rada miejska Gorzowa rokrocznie na św. Marcina miała przekazywać dla klasztoru 12 funtów pieprzu. Pieprz bowiem od najdawniejszych czasów był jak gdyby monetą obiegową.

Królowie polscy rościli sobie także do tych wsi pretensje i w roku 1558, kiedy cała Polska zobowiązana była do tzw. tureckiego podatku, starosta międzyrzecki do zapłacenia tej daniny zobowiązał także i wsie na południe od Gorzowa, które przynależały do klasztoru w Paradyżu, tzn. Borek, Deszczno, Ulim i Karnin. Kiedy jednak rada miejska na to wezwanie nie odpowiedziała, z kancelarii królewskiej Zygmunta Augusta w roku 1560 wyszło specjalne pismo do burmistrza gorzowskiego z wezwaniem, aby z tych wsi stanowiących dobra stołu królewskiego opłacono odpowiednie prawem przepisane sumy. Magistrat jednak wymówił się i tym razem i gotów był stawić się przed sądem królewskim, aby bronić swych słusznych praw do tych wsi, dzierżawionych od klasztoru nie od króla.

Stosunki Gorzowa z klasztorem w Paradyżu układały się pomyślnie i przyjaźnie. Nawet po wprowadzeniu reformacji nadal burmistrz i rada miejska utrzymywała przyjazne kontakty z opatami i corocznie opaci, lub ich przedstawiciele, gościli w mieście, a często też i burmistrz lub jego delegaci udawali się na spotkania do klasztoru. Zresztą było w zwyczaju, że każdorazowo wybrany opat na nowo wręczał lenno tych wsi w ręce przedstawicieli miasta. Odbywało się to niezwykle uroczyście i połączone było z wielką wycieczką, a opat zazwyczaj całą delegację liczącą przeważnie kilku lub kilkunastu reprezentantów miasta podejmował wystawną biesiadą, nie szczędząc także najlepszych win węgierskich. Również i w Gorzowie, mimo że mieszczanie gorzowscy jako gorliwi luteranie niechętnie patrzyli na mnichów papieskiego kościoła, burmistrz i rada miejska podejmowała ich wystawnym obiadem czy kolacją. Jedną z takich wypraw w celu otrzymania lenna owych wsi od opata klasztoru w Paradyżu opisał ich uczestnik Jerzy Kunzel, który brał udział w takiej podróży w roku 1595.

Szczegółowy opis przyjęcia w klasztorze, świadczy najlepiej jak rozsądni gorzowianie pilnowali swych interesów gospodarczych i nie kierując się uprzedzeniami, bo chociaż gorliwi luteranie nie gorszyli się przyjęciem u opata, ani też papieskim nabożeństwem i śpiewana msza nie była dla nich zgorszeniem. Gorzowianie podziwiali w Paradyżu-Gościkowie wspaniałe klasztorne krużganki i ogrody a także kręgielnię.

Władze państwowe polskie jednak nadal nie rezygnowały z podporządkowania tych wsi przynajmniej polskiej administracji. W roku 1586 marszałek nadworny Andrzej Opaliński pismem z dnia 29 marca domagał się, aby władze miejskie niezwłocznie dostarczyły do Poznania zaległe podatki. Rada miejska Gorzowa znowu grała na zwłokę i starała się zasłaniać specjalnymi umowami z klasztorem w Paradyżu. W roku 1602 poborca podatkowy z Wielkopolski żądał od magistratu gorzowskiego zaległych podatków za całe 160 lat. I kiedy znowu magistrat odmówił spełnienia tych roszczeń, nakazano staroście zbąszyńskiemu, aby na czele 50 jeźdźców zajął folwark Brzozowo. Władza miejska, bojąc się zatargów z Polską, czym prędzej wyprawiła delegacje do Poznania i sprawiła, że egzekucja na tych wsiach została wstrzymana.

Pragnąc się bardziej uniezależnić od wszelkich wysuwanych przez Polskę praw do tych wsi, miasto postanowiło wykupić je od klasztoru i zamiast corocznie wypłacać 12 funtów pieprzu, Magistrat gorzowski zaproponował opatowi wykup. Stało się to po wojnie 30-letniej. Spalone i zubożone miasto, nękane wieloletnią okupacją szwedzką nie mogło sobie pozwolić na coroczne spłacenie klasztorowi 12 funtów pieprzu, tym bardziej, że wsie, za które miasto miało tym pieprzem płacić, zostały zdewastowane i nie dawały żadnych dochodów. Sprawa skargi klasztoru znalazła swój epilog w sądzie w Kostrzyniu. Przy pośrednictwie rządu doszło do ugody i za cenę 200 talarów klasztor zrzekł się owej daniny 12 funtów pieprzu rocznie i opaci z Paradyża zrzekli się na wieczne czasy swych pretensji do wsi Karnin i unieważnili wszystkie dotychczasowe układy. Nadal jednak klasztor zachował swe uprawnienia, aby bez cła przywozić do miasta zboże, jednak te uprawnienia nie odnosiły się do klasztornych chłopów i klasztornych folwarków. Aby mieć te uprawnienia każdorazowo przeor musiał dać na piśmie, że to jest jego zboże lub sam osobiście być obecnym przy transporcie. Gdyby jednak opat chciał działać wbrew tym postanowieniom, rada miejska miała prawo zarekwirować nie tylko towary, ale także wozy i konie.

Dnia 10 czerwca 1660 r. przeor klasztoru w Paradyżu Hieronim Gumkowski i jego 11 mnichów skwitowali otrzymaną od rady miejskiej Gorzowa pierwszą ratę należnej sumy, w wysokości 100 talarów. W grudniu tegoż roku nastąpiła wpłata dalszych 50 talarów. Ostatnią ratę pozostałych 50 talarów także wpłacono i w ten sposób za 200 talarów zerwane zostały ostatnie nici wiążące cztery podgorzowskie wsie z klasztorem polskim w Gościkowie-Paradyżu.

Obok wspomnianych wsi klasztornych miasto Gorzów posiadało także jeszcze trzy inne wsie, a mianowicie Wawrów, Czechów i Wieprzyce. Jakie dochody z tych wsi ciągnęły władze miejskie bliżej nie wiadomo, ale biorąc pod uwagę poziom gospodarowania to trzeba przyznać, że zarówno wydajność z ziemi jak i hodowla stała w nich wyżej niż w gospodarstwach chłopskich.

Miasto Gorzów obok handlu i rzemiosła znaczne dochody czerpało także z różnych ceł tak lądowych jak, i wodnych na rzece Warcie. Przede wszystkim kupcy i każdy kto miał coś do sprzedania w mieście musiał płacić cła zwane grobelnymi albo końskimi. Poza nimi były jeszcze cła tzw. dyszlowe od wozów oraz tzw. mostowe. Te przywileje celne otrzymał Gorzów już w roku 1316. Droga wiodąca z miasta na południe, a zatem w kierunku Polski i Śląska, wiodła przez bagnisty teren i usypano tam wysoką groblę. Na grobli tej zbudowano kilka mostów i dochód z tych ceł szedł częściowo na utrzymanie właśnie i mostów i grobli. Pobierano od każdego konia, którym jechano po grobli 1 denar brandenburski. W roku 1578 elektor Jan Jerzy podniósł to cło i zarządził, że od każdego dyszla, czy wozu, który z sianem przez most przejeżdżał należy płacić miastu 3 miśnieńskie fenigi, jednak mieszczanie gorzowscy z tego cła byli zwolnieni.

Dla zwiększenia dochodów miejskich margrabia Jan z Kostrzyna w roku 1566 wydał przywilej, aby każdy mieszkaniec wsi rybackich takich jak: Łupówko, Wieprzyce, Borkowo, Karnin, Ulim, Czechów, Santok i Polichno nigdzie indziej nie mogli ryb sprzedawać jak tylko w Gorzowie i przywozić je do miasta w każdą sobotę. Jedynie tylko osoby obce chcące tutaj kupować ryby mogły je wywozić dokąd zechcieli, ale po uprzednim opłaceniu cła.

Ryby w Gorzowie były ważnym produktem spożywczym, było ich wiele i niezwykle tanie. Warta bowiem na odcinku gorzowskim uchodziła za rzekę niezwykle zasobną we wszelkie gatunki ryb. Połowy były zawsze obfite, a najlepszym dowodem jak często te ryby kupowano była specjalna miara ryby odlana ze stali, a umieszczona na kominku w sali ratuszowej na dole. Stanowiła ona przykład i wzorzec, że tylko takie i większe ryby można łowić, a wszystkie mniejsze należy po złowieniu wypuszczać, aby dalej rosły sobie w rzece. Inne zaś podanie głosi, że ryba na kominku w gorzowskim ratuszu miała być oznaczeniem wysokości poziomu wody, która w czasie powodzi tak wysoko podeszła, że zalała rynek i ratusz na wysokość kominka.

12. CODZIENNE ŻYCIE W MIEŚCIE
W XVI wieku, w miarę rozwoju miasta, życie miejskie stawało się bardziej bogate i miasto silniej włączało się w życie polityczne całej Nowej Marchii, a potem po śmierci Jana z Kostrzyna także całej Brandenburgii. Życie w mieście ulegało też coraz to większym ograniczeniom. Pomijając już zwykłe przepisy porządkowe, zabezpieczające miasto przed pożarem, a znane i surowo przestrzegane od średniowiecza, w XVI wieku margrabia Jan wprowadził (1540) specjalne przepisy zabraniające mieszczanom w dni świąteczne i w święta wożenie drewna, wody o także warzenia piwa i to pod wysoką karą 10 guldenów. Każdy bluźnierca i przeklinający obojętnie z jakiego by nie pochodził stanu był surowo karany, na sześć dni i nocy szedł do więzienia i był trzymany o chlebie i wodzie, albo też płacił dziennie po 2 talary. Przepisy porządkowe zabraniały również krycia dachów domów słomą czy trzciną. Domy kryto dachówką. Stodoły mogły być kryte słomą, ale pod warunkiem, że budowano je daleko poza murami miejskimi. W całym mieście były zgodne z przepisami miary i wagi, tak co do ciężaru jak i pojemności. Ogólnie przyjęte były szefie, funty, beczki i inne te same, które obowiązywały w Myśliborzu. Dla piwa np. był wydany przepis, aby od każdej beczki browarnik płacił 8 groszy. Gorzowskie piwo znane było nie tylko w mieście i najbliższej okolicy, ale szło także na inne bardziej odległe rynki zbytu.

W miarę upływu czasu postępowała także i dewaluacja, a normy ustalane na początku XVI wieku pod koniec stawały się już mało przydatne. Dlatego też i w Gorzowie margrabia Jan ustanowił nowy podatek, tzw. akcyzę. W końcu XVI w. od każdego szefla żyta, które szło na mąkę i od każdego szefla jęczmienia zużywanego do warzenia piwa miano na ratusz odprowadzać 1 grosz. Wojna trzydziestoletnia, która spowodowała tak wielkie zubożenie miasta, zmusiła władze miejskie do zwielokrotnienia także i tych podatków. Podatek od piwa np. wzrósł z tych 8 groszy aż do 4 talarów od beczki, od wiadra wina płacono teraz sześć groszy, a od funta mięsa jeden fenig. Każdy sukiennik wywożący postaw sukna poza kraj płacił trzy grosze, a za wóz dębiny, czy też drewna olszowego opłacano 6 groszy.

Dla zbierania podatków nie wystarczały już władze miejskie, lecz powołano specjalnych, poborców tzw. Steuer Kommisaren, którzy działali dla dobra nie tyle miasta, co elektora. Oni też mieli nadzór nad rachunkami miejskimi i za każdy rok władze miejskie były rozliczane ze swej gospodarki. Mimo tak rygorystycznych przepisów w życiu miejskim namnożyło się też wiele nieprawidłowości, a w terenie powstawały bandy złodziei, które trapiły kupców na drogach. Złoczyńcy niejednokrotnie zaglądali i w mury miasta. Elektor Jan Zygmunt w początku XVII wieku zmuszony był nawet wydać specjalne pismo do rady miasta, aby obostrzyła wyroki sądowe i bezlitośnie karała złoczyńców zagrażających porządkowi publicznemu. Organizowano niekiedy obławy na włóczęgów i żebraków, którzy w okolicznych lasach mieli swoje kryjówki i stąd napadali na kupców. W razie niebezpieczeństwa mieszkańcy wsi byli zobowiązani uderzać w dzwony i organizować swoje własne siły zbrojne. Zabroniono dawać żebrakom czegokolwiek, co z kolei było sprzeczne z chrześcijańskim poczuciem miłości bliźniego.

Sam Gorzów jako miasto otoczone murami było zabezpieczone przed napadami, ale i pod jego murami zjawiały się niekiedy większe oddziały. Dla zabezpieczenia miasta, które w tym czasie, tzn. w połowie XVI wieku, nie miało żadnych oddziałów zbrojnych i w razie zagrożenia mogło liczyć tylko na mieszczan, postanowiono, że na dzwon alarmowy wszyscy zdolni do walki musieli się stawiać do wspólnej obrony. Margrabia Jan przysłał do Gorzowa w roku 1564 120 strzelb po 2 talary każda i 80 zbroi po 5 i 1/2 talara i wszyscy, którzy dotychczas nie posiadali, ani zbroi, ani strzelby mieli ją nabyć za pieniądze.

Były także i inne zagrożenia jak choroby czy szarańcza. W roku 1542 ta ostatnia pojawiła się w takiej masie w okolicach Gorzowa, że niczym chmura zasłoniła słońce. Wyrządziła wielkie szkody na polach, ale na szczęście nastały zimna i wygubiły tę plagę. Za szarańczą przyszły jednak choroby, a także powstała drożyzna. Doszło do tego, że szefel żyta kosztował 32 srebrne grosze albo 30 groszy marchijskich. Jęczmień i owies były nieco tańsze, ale i tak zbyt drogie dla biednych ludzi. Natomiast po żniwach roku 1557 na skutek dobrych zbiorów, ceny zboża spadły o dwie trzecie.

Częste powodzie także niweczyły ludzką pracę i zagrażały nieraz obwarowaniom miejskim i miastu. W roku 1564 woda tak potężnie pod miastem przybrała w miesiącu styczniu, że dnia 6-go tego miesiąca potężne tafle lodu zburzyły kilka przęseł mostu na Warcie i wyłamały spory odcinek muru miejskiego. W rok potem znowu potężny wicher w dniu 31 sierpnia zniszczył na przedmieściach wiele domów, kilka z nich pod naporem wiatru rozpadło się, a inne zostały bez dachów. Także w samym mieście odarło dach z kościoła, a liczne domy kryte dachówką zostały jej pozbawione. Również wielkie szkody poczynił wiatr w miejskiej cegielni i owczarni.

Miasto posiadało nie tylko cegielnię, folwarki, owczarnie, ale także po raz pierwszy zaprowadzono winnicę we wsi Wieprzyce, gdzie łagodny klimat sprzyjał uprawie winorośli. W roku 1566 były dobre zbiory i wino z tej winnicy zostało zakupione do piwnicy miejskiej, która mieściła się pod ratuszem, jak to zwykle bywało w innych miastach . Jakość wina była dobra, o czym świadczyć mógł fakt, że pierwsi goście po wypiciu szybko byli podchmieleni. Ludzie pili alkohol, ponieważ sądzili, że chroni on od różnych chorób i także od zarazy. W tymże samym roku jednak wybuchło morowe powietrze ze zdwojoną siłą, a zaczęło się od domu kowala Szymona i niebawem całe miasto żyło wielkim strachem. Co bogatsi wyjeżdżali z Gorzowa i chronili się w pobliskich wsiach i lasach, inni wyjeżdżali z Nowej Marchii i w ten sposób roznosili chorobę do innych miast. W sumie na zarazę zmarło w tym tylko roku ok. 900 osób.

Po ustąpieniu morowego powietrza, młodzi ludzie tym chętniej zawierali związki małżeńskie tak, że bywało, iż w jednym dniu na ślubnym kobiercu przed ołtarzem stawało po 16-18 par. Łatwiej było zawrzeć związek małżeński niż wytrzymać w ślubowanej wierności. Tę trudność znali także i dawni gorzowianie i za przekroczenia w życiu małżeńskim bardzo surowo karano. W roku 1566 np. w dzień Zwiastowania NMP mieszczanina Jana Schrogko za cudzołóstwo osądzono na chłostę pod pręgierzem przed ratuszem. Pręgierz ten zwany Rolandem odnowiono w r. 1576 i osadzono go na studni. Gorsze były kary za kradzież. Płóciennika Jakuba Krugera za złodziejstwo publicznie powieszono.

Obok szarańczy, powodzi, napadów i kradzieży, przed którymi to klęskami trudno było się bronić, nawiedzały Gorzów także i wielkie nieszczęścia w postaci pożarów. Jednym z takich groźniejszych pożarów w drugiej połowie XVI wieku był pożar w roku 1571, w czasie którego spłonęły w mieście 32 domy i 5 domów na przedmieściu. Dla zabezpieczenia przed ogniem były wydane specjalne nakazy, jak również obowiązek posiadania przyrządów do gaszenia ognia jak: wiadra, bosaki, sikawki itp. W roku 1561, jak podają kroniki miejskie, mieszczanin gorzowski Paweł Wohlfarths mający dom przy bramie santockiej własnym swym staraniem zbudował ujęcie wody, którą rurami puścił a ż na rynek i tam przy pomocy jakiegoś mistrza z Frankfurtu za wielkie pieniądze zbudował fontannę, zadziwiała ona mieszkańców, a przy tym pięknie ozdabiała rynek starego miasta. Jednakże ta ozdoba miasta nie była trwała, skoro w roku 1575 uległa zniszczeniu.

O znaczeniu i pozycji miasta można niejednokrotnie wydedukować z zupełnie przypadkowych i drugorzędnych zdarzeń. Otóż np. w roku 1577 z okazji ślubu księcia Jana Fryderyka, księcia pomorskiego z córką elektora Jana Jerzego 88 z powodu zarazy wesele przeniesiono z Berlina do Szczecina. Dla odpowiedniej oprawy tego wielkiego święta rodziny panującej, władze Gorzowa zostały zobowiązane do wysłania na to wesele wozu bojowego z 4 końmi i 2 knechtami. Poza tym także 4 konie dodatkowo i 25 pościelowych kompletów, a także 10 trabantów. Takie powinności nakładane były przez panującego zależnie od zasobności miasta.

Gorzów był ludny i bogaty i taki wydatek niewiele ważył w budżecie miasta. Jak wielkie było miasto pod względem demograficznym trudno nam dzisiaj ustalić, bo przecież władze miejskie nie prowadziły żadnych statystyk, jedynie tylko przy pogrzebach, czy urodzeniach zapisywani byli ludzie w księgach kościelnych. Niewiele się jednak z nich zachowało. Wiemy jednakże, że w roku 1577 zmarło w Gorzowie śmiercią naturalną 106 osób, a urodziło się 13687. Czyli na podstawie tylko tych dwóch skromnych liczb możemy stwierdzić, że przyrost naturalny w tych latach był niewielki i gdyby nie stały, ustawiczny napływ ludzi ze wsi każde niemal miasto w tych czasach skazane byłoby na wymarcie. Jednakże z powyższych danych możemy wyciągnąć wniosek, że miasto musiało wówczas posiadać kilka tysięcy ludzi, bo przecież dzieci rodziły się tylko w młodych rodzinach. Zatem odliczając dzieci i ludzi starszych, te sto trzydzieści rodzin mogło stanowić zaledwie niewielki odsetek ludności. Miasto nie mogło nigdy dojść do zbyt wielkiej liczby mieszkańców, bo z jednej strony ograniczała go ciasnota murów miejskich, a z drugiej zaś co kilka lat wybuchające zarazy dziesiątkowały ludność, zwłaszcza miejską. Bo jeśli w roku 1566 zmarło ok. 900 mieszkańców Gorzowa, a nowa straszna zaraza szalała w Gorzowie w 20 lat potem w roku 1585 i pochłonęła aż 1300 ofiar, w tym 30 sukienników, 7 piekarzy, 7 krawców, 4 szewców, dwóch rzeźników, to widzimy jak wielki był ubytek ludności miejskiej. Wśród zmarłych na zarazę znalazł się także aktualny burmistrz Jan Weis, bakałarz prowadzący szkołę Krzysztof Diezen, a także bogaty sukiennik mistrz cechowy, Tomasz Kiebl.

W ciągu dwudziestu lat czyli niepełnego 1 pokolenia nie mogło się narodzić tylu co zmarło, a przecież liczba urodzonych od liczby zmarłych w każdym niemal roku różniła się dajmy na to 30 osobami, jeśli byśmy przyjęli rok 1577, to zatem przeciętnie przybywało ok. 30 osób czyli przez dwadzieścia lat mogło przybyć najwyżej 600 mieszkańców, a zatem o wiele mniej niż zabierała jako żniwo śmierci jedna zaraza, która się zdarzała na 20 lat, a nieraz na kilka lat.

Podobnie bywało z burzami czy wielkimi huraganami, które również nawiedzały miasto raz na 20-30 lat. I tak po wielkim niszczącym wichrze z roku 1565 podobny huragan przytrafił się w Gorzowie w roku 1588 w miesiącu lipcu, który zniszczył wiele domów i urządzeń miejskich. Burza połączona była z ulewnym deszczem, co w ciągu kilku minut zalał ulice miasta, tak że woda podniosła się w Warcie i na rynku poziom wody był o łokieć wyżej niż wejścia do domów. Nawałnica podmyła także pewną część murów miejskich i zrobiła w nich wyłom.

Walczyć przeciw żywiołom w dawnych wiekach nie było łatwo, ale mimo wszystko dobrze zorganizowana praca zawsze dawała wymierne wyniki. W Gorzowie już w średniowieczu starano się przeciwdziałać klęskom i dbano, aby w mieście utrzymać higienę i dobry stan zdrowia.

13. APTEKA
W XVI wieku zadbano już o założenie apteki, gdzie można było kupić najbardziej niezbędne medykamenty. Pierwsza apteka, jak notują źródła, powstała w Gorzowie w roku 1558 i nazywała się apteką pod Czarnym Orłem. Jej działalność wystarczała miastu na 200 lat. Założono ją przy ul. Budowlanej (Baugasse), którą potem przezwano ulicą Wełnianą. W roku 1590 posiadał ją aptekarz Eliasz Kastner, którego portret malowany na desce zachował się jeszcze do roku 1930 w muzeum Miejskim w Gorzowie. W późniejszych wiekach jego rodzina dokupiła jeszcze dalszy plac i powstał nowy budynek apteczny przy głównej ulicy, zwanej Richtstrasse. Nazwa apteki pod Czarnym Orłem zachowała się aż do roku 1937, a potem nowy właściciel przemienił ją na Marien-Apoteke, jako że stała naprzeciw katedry.

Rozwijające się miasto potrzebowało jednak lepszej opieki medycznej i zaistniała przeto konieczność rżenia drugiej apteki. Powstała ona ok. 200 metrów dalej, ale w 200 lat później w r. 1789. Apteka pod Czarnym Orłem otrzymała specjalny przywilej, wystawiony przez burmistrza i radę miejską miasta Gorzowa w czwartek po Trzech Królach roku pańskiego 1585, a otrzymał go sławetny Eliasz Kastner dla siebie i dla swych potomków. Ów przywilej był następnie uroczyście potwierdzony przez elektora Jana Jerzego, a każda zmiana właściciela w aptece musiała być uroczyście potwierdzona osobnym dokumentem przez burmistrza i radę miejską miasta Gorzowa, a następnie musiał być ten przywilej konfirmowany przez elektora. Jedno z takich potwierdzeń z roku 1690 zachowało się do ostatnich czasów. Wystawił je elektor Fryderyk III późniejszy król pruski w dniu 3 września 1690 ówczesnemu aptekarzowi gorzowskiemu Benedyktowi Saltzwedlowi. Był to już w kolejności szósty tego typu dokument na aptekę w Gorzowie. Przywilej został wypisany na wygarbowanej świńskiej skórze i świadczył, że apteka w Gorzowie i prawo jej prowadzenia było przywilejem panującego, który udzielał go poszczególnym aptekarzom jak jakie lenno ziemskie nadawane szlachcie i wymagające przysięgi wierności.

Pierwszym aptekarzem w Gorzowie znanym z imienia był w r. 1574-1585 niejaki Baltze Molier, po nim dopiero Eliasz Kastner 1585-95, Bartel Leschke 1595-1610 i Joachim Kastner 1610-1629. Aptekarze w Gorzowie byli ludźmi światłymi, oczytanymi i posiadali także swoje zbiory książek fachowych. Joachim Kastner zostawił po sobie wiele ksiąg, wśród nich bardzo cenny opis ziół leczniczych, Hieronima Bocka. W czasie wojny trzydziestoletniej apteka pod Czarnym Orłem została zrabowana, a książki skradziono — w roku 1639 także następni właściciele apteki mieli wiele trudności, by ją odbudować. Dopiero Benedykt Saltzwedel (1677-1710) potrafił odnowić aptekę i postawić ją na bardzo wysokim poziomie, co także uznała specjalna komisja wizytująca apteką.

14. RYNEK I KOŚCIÓŁ PARAFIALNY
Ludne i zasobne miasto miało także fundusze na upiększenie ratusza, rynku, a przede wszystkim kościołów. Ze źródeł miejskich dowiadujemy się, że w roku 1594 została wyremontowana i odnowiona studnia miejska na rynku, przy której ustawiono posąg Rolanda, będący także pręgierzem miejskim. Odnowy dokonał cieśla miejski, który ozdobił studnię artystycznie łamanym dachem. Sama postać Rolanda zwietrzała i osłabiona upływem czasu zwaliła się i odleciała jej głowa i nogi. Należało zatem dokonać renowacji. Nie wiadomo jednak czy zamówiono nową rzeźbę, czy też dawną odnowiono, łącząc poszczególne elementy i dorabiając nowe części. Przesądni mieszczanie upadek i potłuczenie rzeźby zabobonnie tłumaczyli sobie jako zły omen dla miasta i spodziewali się, że lada moment spadnie na miasto straszna klęska. Nie stało się to tak nagle, ale faktycznie w pięć lat później wydarzyła się groźna powódź niepamiętna od roku 1564, a zatem mogli ją pamiętać tylko starsi mieszkańcy. Warta wówczas, na skutek wielkich opadów, wylała i wystąpiwszy ze swego koryta zniszczyła pola uprawne i liczne wsie i folwarki miejskie położone na niższych obszarach. Woda podeszła pod ratusz, zalała kościół Najświętszej Marii Panny, a ryby pływały we wnętrzu świątyni. Także niższe kondygnacje ratusza były zalane wodą.

Obok ratusza najważniejszą budowlą w Gorzowie i najstarszą był kościół parafialny pod wezwaniem NMP, którego fundamenty kładziono już w XIII stuleciu. Opis kościoła został przedstawiony w poprzednim rozdziale. Należy dodać, że mimo licznych pożarów, kościół parafialny jako budowla całkowicie murowana i kryta ognioodporną dachówką, na skutek oddalenia od budynków mieszkalnych, pozostawała cała.

W XVI wieku świątynia była cenionym miejscem grzebania zmarłych ważniejszych osobistości miejskich, ale nie dla każdego ze względu na wysokie koszty pochówku w podziemiach Kościoła. Tylko nieliczni bogaci mieszczanie mogli sobie na to pozwolić. Początkowo opłata wynosiła 4 talary, z czasem jednak wysokość tej sumy wzrosła do 28 talarów i 8 groszy. Jedynie tylko ciało burmistrza i proboszcza mogły być złożone w kościele bez żadnej opłaty. Także zniżkę w opłatach posiadali opiekunowie budynku kościelnego (Kirchenvorsteher), bo ich ciała można było pochować w kościele za opłatą 10 talarów i 15 gr. Również i na cmentarzu przykościelnym grzebanie zmarłych wymagało dość wysokich opłat, bo wykupienie placu na grób kosztowało 2 talary i 16 groszy. Dla biedniejszych warstw ludności były to opłaty zbyt wygórowane i dlatego grzebano ich na cmentarzu św. Katarzyny, gdzie nie było żadnych opłat. Ceremonie pogrzebowe także były płatne, zarówno udział księdza, kościelnego, jak także użycie dzwonów. Za trzy uderzenia przy pogrzebie płacono wraz z mową pogrzebową 1 talara i 12 groszy, albo też 1 talara i 21 groszy, jeśli przy pogrzebie brał udział duchowny. Kościelny zaś i nauczyciel szkoły płaceni byli osobno. Samo uderzenie w dzwony liczono 6 groszy za 1 uderzenie, a jedynie tylko małe dzwonki były bezpłatne.

Podobnie jak i w innych miastach okna kościelne były poruczone pieczy poszczególnych cechów i one też musiały się starać o szkło w razie potłuczenia, a także o wosk do świec. Przeważnie ten ciężar spadał na uczniów cechowych. Po pobycie u majstra 14 dni, zgodnie z przepisami płacili oni 2 funty wosku, synowie zaś majstrów tylko połowę tego. Z okazji wielkich świąt proboszcz i opiekunowie kościoła mieli prawo zbierać drobne datki na cele kościelne, zwłaszcza gdy budowlę uszkodziła burza lub pożar, Od najstarszych czasów proboszcz miał prawo do warzenia piwa, ale potem to prawo za odpowiednim odszkodowaniem przekazał w ręce mieszczan. Kocioł do warzenia piwa był wypożyczany i do jego transportu używano koni. Dlatego też istniał specjalny podatek tzw. słodowy, potrzebny do utrzymania konia. Z czasem jednak zanikła ta potrzeba, ponieważ przeważnie każdy z mieszczan warzących piwo miał swój własny kocioł.

Najbardziej cennym pod względem historii sztuki w kościele parafialnym w Gorzowie był główny ołtarz o wielkiej wartości artystycznej. W centralnym punkcie w środku przedstawiona na obrazie była ostatnia wieczerza. Nad tym obrazem namalowana została droga krzyżowa, po obu stronach zaś znajdowały się figury dwunastu apostołów, z których każdy miał swój znak męczeństwa. Ponad głównym obrazem umieszczono postać Jonasza, którego połykał wieloryb, a obok i nad Jonaszem był tryumfujący Chrystus w otoczeniu czterech ewangelistów. Cenne też były ławki wewnątrz kościoła. Obok bowiem artystycznego wykonania były one ozdobione płaskorzeźbami, wyobrażającymi sceny z raju, postacie dwunastu apostołów oraz postacie czterech ewangelistów.

Kto fundował wielki ołtarz i kto wykonywał rzeźby i obrazy tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że stalle kościelne wraz z bogatymi płaskorzeźbami ufundował dla kościoła miejscowy aptekarz Joachim Kastner, w roku 1617. W postaci apostoła św. Pawła artysta rzeźbiarz przedstawił postać samego fundatora i stąd wiemy jak ów aptekarz wyglądał. Stalle te były jeszcze w kościele w połowie XIX wieku, skoro autor pierwszej monografii historycznej o Gorzowie A. Engelien widział je osobiście. W czasie remontu kościoła część z nich została przeniesiona na strych, a część zaś przekazano do kościoła w Karninie, gdzie umieszczono je przed wielkim ołtarzem.

Cennym zabytkiem była także znajdująca się w zakrystii chrzcielnica, wykonana z jednolitej bryły piaskowca. Także ambona zachowała się z dawnych wieków. Fundowały ją dwie szlachcianki wdowy z Smółezyna. Na ambonie umieszczono obrazy przedstawiające ewangelistę św, Jana Chrzciciela oraz Chrystusa. Ambona powstała już w czasie, gdy kościół był w rękach protestanckich i dlatego znalazły się na niej obrazy Marcina Lutra i Melanchtona. Nad daszkiem ambony wznosił się symbol pokoju i niewinności — gołąb.

Do wyposażenia kościelnego budynku należały także organy. Wykonano je w roku 1598, a w roku 1617 dodano do już istniejących 12 nowych registrów. Nie były to jednak pierwsze organy w kościele, ponieważ z wcześniejszego już źródła, tzn. z kroniki Fichtnera wiemy, że już w roku 1563 był w kościele parafialnym w Gorzowie organista Leonard, który zlecił renowację organów specjaliście we Frankfurcie, za co należało zapłacić 45 talarów. Remont organów był konieczny, ponieważ poprzednik Leonarda organista Yalnejus nie tylko nie dbał o ten wielki instrument kościelny, ale co więcej wymontował piszczałki z organów i potajemnie je sprzedał.

Kościół gorzowski bardzo ciemny wymagał dobrego oświetlenia. Jedynym źródłem światła obok słonecznego były w tym czasie świece, a zatem świeczniki także miały wielkie znaczenie. Najbardziej okazałym świecznikiem wiszącym był ufundowany przez radę miejską żelazny świecznik w postaci korony zwisający ze sklepienia i wykonany częściowo z rogów jelenich. W XIX wieku jednak go usunięto i przekazano do pałacyku myśliwskiego w Grunewaldzie pod Charlottenburgiem. Ów świecznik pochodził od olbrzymiego jelenia, który ścigany przez wilki wpadł przez bramę miejską i zdjęty strachem przez otwarte kościelne drzwi dotarł przed wielki ołtarz i tam ze zmęczenia padł na posadzkę kościelną. Było to w roku 1599.

Najpotężniejszym elementem w całej masywnej budowie kościelnej w Gorzowie była i pozostała do dziś wieża. Choć wielokrotnie rażona piorunem dotrwała do naszych dni. Ze źródeł wynika, że w czasie burzy w dniu 17 lipca 1565 roku w nocy piorun uderzył w wieżę, przebił sklepienie, ale nie poczynił żadnych większych szkód. Dopiero w roku 1621 wichura strąciła hełm wieży, ale wkrótce został on odbudowany160. Od roku 1529, to jest od czasu pierwszego oblężenia Wiednia przez sułtana Sulejmana Wspaniałego, zarządzono modły o pokój wśród chrześcijan
i błogosławieństwo boże w walce z islamem. W tym celu papież zarządził powszechne modły w całym chrześcijaństwie, a zawieszone na wieżach dzwony miały wzywać wiernych na modlitwy trzy razy dziennie: o godzinie 9 rano, o 12 w południe i o 9 wieczorem. W Gorzowie także zawieszono w kościele parafialnym ów turecki dzwon, który przez wieki wzywał wiernych na modlitwy.

Na terenie miasta i to w obrębie murów miejskich znajdowały się trzy włości, które jako lenna nadawane były przez elektora poszczególnym rodzinom mieszczańskim. Wiadomość o nich zachowała się w rozporządzeniu komornika książęcego Stefana Puchnera z roku 1608. Jedna z nich była na miejscu dawnego zamku wzniesionego przez krzyżaków w latach 50-tych XV wieku a zburzonego przez gorzowian. Na tym placu wzniesiono potem budynek miejski, rozebrany z powodu budowy linii kolejowej. Te dobra posiadała w początkach XVII wieku wdowa po Chrystianie von Tabelln, a zatem były w posiadaniu rodziny szlacheckiej, władał nią potem Asmus von Marwitz. Druga włość na terenie miasta leżała przy tzw. byczym zaułku (późniejsza ulica Wełniana) i należała do Joachima von Papsteina. Stał na niej dom, wynajmowany komornikom. Trzecia włość mieściła się przy ul. Zamkowej obok budynku archidiakona. W czasach późniejszych w XIX wieku stał na tym miejscu tzw. dom Mikołaja (Nicolsche Haus).

Jak już wspomniano, obok tych włości były jeszcze miejskie wsie w pobliżu miasta i zarządzali nimi sołtysi, mianowani przez radę miejską i odpowiedzialni przed burmistrzem. W początku XVII wieku sołtysem we wsi Wawrów był Hans Tohlke, Jan Hans Faustmann w Wieprzycy, Piotr Senf w Borku, Hans Doninke w Deszcznie, Maciej Tille w Ulimiu, a w Karninie Michał Boninke.

Dla pełniejszego obrazu życia w dawnym Gorzowie wypada także kilka słów wspomnieć o dawnym klasztorze w Mironicach. Cystersi, znani w dziejach jako pionierzy w kulturze rolnej, osiedli w Mironicach w pobliżu Gorzowa już w roku 1306 jako filia klasztoru w Kołbaczu. Szarzy mnisi, jak ich powszechnie określano, rychło doszli do dużego znaczenia. Ich pierwszą siedzibą była wieś (Krebsdorf), gdzie otrzymali 2 mile kwadratowe ziemi i 12 wsi położonych między rzeką Kłodawą a Witną. W roku 1314 posiadali oni jedynie tylko Kłodawę, Małyszyn, Santock, Chwalencice i Łupowo. W roku 1326 w czasie najazdu Łokietka na Nową Marchię klasztor w Mironicach uległ zniszczeniu i odbudowano go w drugiej połowie XIV stulecia.

Liczba zakonników w Mironicach była niewielka, gdyż zgodnie z regułą wynosiła 12 zakonników i opata, oczywiście nie licząc licznej służby i chłopów w dobrach klasztornych. Reguły życia klasztornego były bardzo surowe. Ich głównym celem życia była praca i modlitwa. Według regulaminu klasztornego z roku 1513 było ustalone, że mnisi mają wstawać w dniach roboczych o godzinie 3 w nocy, a w dniach świątecznych o 2 w nocy. Ślubowali bezwzględne ubóstwo, tzn. nie mogli posiadać żadnych rzeczy na własność. Posiłki jadali tylko dwa razy dziennie i nosili proste, prymitywne odzienie. Ich zadaniem była praca, aby z nieużytków uczynić kraj uprawny i dobrze zagospodarowany. I faktycznie przez swą wytrwałą pracę zdołali cystersi swe dobra postawić na wysokim poziomie. W

czasie reformacji jednak nastąpiła sekularyzacja. Cały majątek przeszedł w ręce margrabiego Jana z Kostrzyna już w roku 1539, a sam opat otrzymał wysokie odszkodowanie. W roku 1575 opactwo cysterskie zostało przekształcone w starostwo, którym zarządzał urzędnik mianowany przez margrabiego Jana, a potem przez każdoczesnego elektora. W następnych latach pobudowano tam pałacyk myśliwski. W połowie XIX stulecia stały jeszcze mury dawnego kościoła klasztornego, ale bez żadnego wystroju wnętrza. Autor pierwszej monografii miasta Gorzowa ubolewał w połowie XIX wieku, że nic już nie pozostało z dawnej wspaniałości klasztoru cystresów w Mironicach.

15. ŻYDZI
Żydzi napłynęli do Gorzowa już w średniowieczu, ale nie było ich na tyle dużo, żeby mogli pobudować dla siebie swą synagogę, w XVI wieku nadal stanowili nikłą część ludności, ale trudno określić procentowo. Wraz z rozwojem miasta i handlu bogaciła się także i mniejszość narodowościowa żydowska. Spośród nich rekrutowali się głównie kupcy, ale pewna ich część trudniła się także rzemiosłem. Ich pozycja prawna była dużo gorsza niż ludności chrześcijańskiej, bo chociaż dozwalano im na zajmowanie się rzemiosłem i handlem, to jednak musieli oni płacić wyższe podatki i specjalną daninę zwaną pogłównym żydowskim. Dla panującego Żydzi stanowili niejednokrotnie dodatkowe źródło dochodów, a w razie nagłej potrzeby także od nich było najłatwiej zaciągać pożyczki.

W czasie reformacji chrześcijanie podzieleni na wrogie sobie obozy z konieczności bardziej byli zmuszeni do tolerancji dlatego też i ludność żydowska, którą tak potwornie prześladowano niekiedy w średniowieczu, teraz cieszyła się większą swobodą i wolnościami. Jedynie tylko duchowni niejednokrotnie podjudzali swych wiernych do ostrych wystąpień przeciw Żydom. Często też dochodziło do tumultów, w czasie których rabowano sklepy żydowskie lub żydowskie stragany na jarmarku czy targu.

Jak wielu było Żydów w XVI i XVII stuleciu dokładnie nie wiemy. Ich liczba zwiększyła się jednak, skoro do Gorzowa przybyło w roku 1717 dalszych 10 rodzin. Byli to raczej bogaci Żydzi, skoro mogli opłacić za swe opiekuńcze listy (Schutzbriefe) po 6000 talarów do kasy państwowej. Dodatkowym zobowiązaniem dla nich był wywóz towarów poza granice państwa pruskiego na sumę 8000 talarów.

Do Gorzowa wówczas zjechały następujące rodziny: Natan Marcus, Simon Marcus, Gerson Marcus, Hirsch Marcus, Simon Jakob, Israel Salomon, Lewin Samuel, Selig Samuel, Barcu Simon i Salomon Woli. Początkowo Żydom nie wolno było posiadać nieruchomości. Pierwszy wyłom w tym prawie uczynił Issak Charleville, który kupił dom na własność. W roku 1768 już 29 rodzin Żydów gorzowskich posiadało swe własne domy, a wszystkich rodzin było wówczas w mieście. Żydowskie rodziny były bogate, bo prawie wszyscy Żydzi trudnili się intratnym handlem. Stać ich było również na budowę swej własnej świątyni. Pierwsza synagoga w Gorzowie powstała w roku 1752 przy ulicy Baderstrasse, która stała aż do roku 1854 i potem została rozebrana, a na jej miejsce wystawili Żydzi gorzowscy nową synagogę.

 
 

Copyright © 2007-2009. All rights reserved.