Gorzów - Landsberg
Historia
Władcy
Ludzie
Widokówki - Pocztówki
Zdjęcia
Mapy
Publikacje
Forum
Autor
Linki
Gorzów Wlkp.

< Rozdział VII | Spis treści | Rozdział IX >

Rozdział VIII - Miasto Gorzów w XVIII w.

Po wielkiej burzy w postaci wojny 30-letniej i po okresie zmagań brandenbursko-szwedzkich, jakie przypadły na okres rządów Wielkiego Elektora (1640-1688), nastał czas spokoju i powolnej odbudowy kraju. Rządy Fryderyka III (który po koronacji na króla w Prusach w r. 1701 znany jest jako król pruski Fryderyk I) były owocne dla odbudowy miasta. Fryderyk III jako elektor, a potem król, nie miał ambicji wojskowych, nie budował wielkiej armii, poprzestał na tym co stworzył jego ojciec. Dlatego też i obciążenie miast na cele armii nie było tak wielkie jak za poprzedników. Oczywiście w dalszym ciągu zmierzał do centralizacji swego państwa i w tym celu tworzono centralne instytucje tak w dziedzinie administracyjnej jak i finansowej. W roku 1694 wyszedł specjalny edykt w sprawie ceł wodnych, który dotyczył zwłaszcza takich miast jak Gorzów, Frankfurt i Kostrzyn. Wydano także nowe zarządzenia w sprawie poczty (1689). W całym kraju wprowadzono monopol na sól halijską. Nałożono podatki takie jak szczytowy i gruntowy. Dla zwiększenia dochodów rozpisywano wielokrotnie pogłówne, a także zapomogę nadzwyczajną z czego zebrano ok. 200 000 talarów, w czym same miasta przekazały ok. 33000 talarów. Gorzów w tym czasie starał się uzyskać potwierdzenie swych dawnych przywilejów, które coraz bardziej szły w zapomnienie u nowych władców prusko-brandenburskich. Szło przede wszystkim o stary przywilej polowań na terenie wspomnianych już wsi dzierżawionych od klasztoru w Paradyżu. Już w roku 1538 Gorzów wykupił od margrabiego Jana prawo polowań na obszarze tzw. polskich wsi, tzn. Deszczna, Ulimia, Karnina i Wieprzyc (Das Jagdrecht auf ihrem Gebiete uber der Warthe). W tym prawie jednak mieszczanom zabroniono strzelania z broni palnej. W roku 1571, po śmierci margrabiego Jana, potwierdził te uzyskane przywileje Jan Jerzy, a w r. 1598 Joachim Fryderyk. Mimo wszystko ze strony panujących były zawsze zakusy na odebranie tych uprawnień, ale miasto broniło się swymi dokumentami. W dniu 17 marca 1598 na zamku w Kostrzynie musiał magistrat gorzowski przedstawić przed specjalną komisją elektorską swoje dokumenty, gdyż znowu groziło miastu odebranie tych uprawnień na terenie polskich wsi. Fryderyk III również zezwolił mieszczanom polować po drugiej stronie Warty, uzasadniając to tym, że i tak polska szlachta oraz kłusownicy wybijają tam zwierzyne. Fryderyk Wilhelm I, jako człowiek niezwykle oszczędny i zapobiegliwy o skarb państwa, zezwolił gorzowianom na polowania, ale pod warunkiem, że magistrat miasta zapłaci odpowiedni podatek od zwierzyny.

Podobnie ograniczano prawa bractwa strzeleckiego. Z dawnych bowiem wieków utarł się zwyczaj poświadczony przywilejami panujących, że każdorazowy król kurkowy za swą sprawność w strzelaniu otrzymuje w nagrodę zwolnienie od ceł handlowych na okres 12 miesięcy. W roku 1690 ówczesny król kurkowy z Gorzowa, wracając z jarmarku ze Świebodzina został zatrzymany przez celników elektora i musiał zapłacić należne cła. Oburzony do żywego odwołał się do kamery skarbowej w Kostrzyniu, ale i to nie pomogło, ponieważ władze stwierdziły, że te wolności celne królów kurkowych zostały zniesione na obszarze całego kraju. Zatem dla miasta Gorzowa nie można robić wyjątków. Gorzów procesował się o te uprawnienia dalej i ostatecznie po wielu staraniach otrzymano jednorazowe odszkodowanie za ów przywilej w wysokości 10 talarów.

Daremnie broniło się miasto, aby utrzymać nadane bractwu kurkowemu przywileje. Absolutystyczna i fiskalna polityka panujących, powoli i systematycznie likwidowała wszelkie przywileje szlacheckie i mieszczańskie, a królowie pruscy stopniowo zamieniali szlachtę i mieszczan w swych całkowicie od władzy zależnych poddanych. Mieszczanie w swej suplice do króla Fryderyka Wilhelma I uzasadniali potrzebę istnienia bractwa strzeleckiego i wszelkich jego przywilejów, koniecznością strzeżenia murów miejskich, które z braku garnizonu wojskowego, łatwo mogą być zdobyte. Ten argument poskutkował, ale Bractwo Strzeleckie niewiele zyskało, bo jedynie Fryderyk Wilhelm polecił wypłacać z kasy miejskiej na rzecz bractwa corocznie ok. Zielonych Świąt 10 talarów.

W miarę upływu czasu zmieniała się także sytuacja religijna w Gorzowie, Jednolite niegdyś miasto, w którym wszyscy niemal z wyjątkiem żydów byli wyznawcami luteranizmu, z początkiem XVIII stulecia poczęło zmieniać swe oblicze. Już za Wielkiego Elektora coraz to częściej zdarzały się wypadki wyznawania kalwinizmu. Religia reformowana znalazła swych wyznawców także wśród gorzowian. Były to jednakże wypadki rzadkie i nadproboszcz gorzowski, który w kazaniach starał się przemycać treści kalwińskie oskarżony o to przed władzami duchownymi i świeckimi został pozbawiony swej godności i musiał opuścić miasto. Po odwołaniu jednakże edyktu nantejskiego, kiedy to król Ludwik XIV skazał na wygnanie i emigrację setki tysięcy hugenotów, wielu z nich napłynęło także i do Brandenburgii. Wiadomo, że w Berlinie przyjęto ich z otwartymi ramionami, ponieważ byli to wybitni fachowcy i także bogaci kupcy. Zaludnili oni i ożywili państwo prusko-brandenburskie. Wielu z nich zapewne przybyło także i do Gorzowa, chociaż nie posiadamy żadnych statystyk i nie wiemy dokładnie ilu ich było.

W każdym bądź razie, kiedy po roku 1696 zaczęto budowę kościoła zwanego konkordien-kirche czyli kościoła zgody, wówczas tę świątynię przeznaczono dla wyznania reformowanego. Wybudowano go zaś w miejscu gdzie w roku 1458 magistrat gorzowski wystawił kaplicę św. Gertrudy. Poświęcał ją sam biskup kamieński Hennig (von Wedel?). Budowę kościoła dla reformowanego wyznania zaczęto w roku 1696, a drugim kaznodzieją kontynuującym budowlę był Philip Ludwik Kuhn. Budowla szła bardzo opornie, ponieważ nie było funduszy, stąd wniosek, że musiała go budować mała grupka wyznawców i dlatego bez dotacji państwa, borykano się z trudnościami, a z pewnością luterańska gmina w Gorzowie też niezbyt łaskawie patrzyła na budowę tej świątyni. W ciągu trzech lat ukończono kościół w stanie surowym i wieże zdołano pokryć także dachem, a nawet zainstalowano na niej gałkę, w której złożono dokumenty z tych czasów.

Poświęcenie budowli nastąpiło jednak znacznie później, bo dopiero w roku 1703. Na tę uroczystość przysłał król Fryderyk I do Gorzowa swego kanclerza Ludwika von Brandta i swego nadwornego kaznodzieję z Kostrzyna L.H. Miegena. Ze strony magistratu udział w uroczystości wziął także prawie cały magistrat miasta Gorzowa. Król ze swej strony przyczynił się do wykończenia budowli, skoro wyasygnował na ten cel 400 talarów. Warunkiem tej pomocy był jednak wymóg, że nabożeństwa tak luterańskie jak i religii reformowanej mają się odbywać za obopólną zgodą i porozumieniem. Poświęcenie odbyło się w dniu 29 czerwca w dzień św. Piotra i Pawła 1704 roku.

Pierwszym kaznodzieją w nowo zbudowanym kościele został Constanty de Bonjour. Uroczystości rozpoczęły się już o 3 rano uroczystym śpiewem z wieży ratuszowej. Między 7 a 8 godz. zebrała się cała elita miejska z władzami na czele, którym przewodził ówczesny burmistrz Seweryn Weinreich. Był także biskup kościoła reformowanego i cała szkoła w pełnym składzie tak uczniowie jak i nauczyciele. W powietrzu unosił się odgłos dzwonów i śpiewów religijnych pieśni protestanckich. Następnie zaczęły się uroczystości w nowym kościele, a biskup miał nabożeństwo dla obu gmin tak luterańskiej jak i reformowanej. Po nabożeństwie wygłosił uroczyste kazanie, w którym wskazywał na zasługi króla pruskiego w budowie tegoż kościoła zwanego Templum Concordiae. Cieszył go fakt, że oba wyznania mogły wspólnie w tej świątyni chwalić Najwyższego.

Po uroczystościach religijnych biskup wsiadł do karety i pojechał na specjalnie przygotowane przyjęcie, w którym obok władz miejskich brały udział także obecne na uroczystościach osobistości jak np. generał leutnent von Wreech i pani generałowa von Brandt. Zakończono uroczystości koncertem zorganizowanym staraniem nauczycieli i uczniów gorzowskiej szkoły. Nazajutrz rozpoczęły się różne drobne konflikty wynikające z różnic religijnych. Opiekunem gminy reformowanej w Gorzowie był sam król Fryderyk I, a gminy luterańskiej burmistrz i rada miejska. Wszelkie zatem różnice starano się likwidować na miejscu, by nie dawać zgorszenia wiernym. Z okazji poświęcenia kościoła król pruski ofiarował gminie reformowanej pozłacany kielich o wadze dwóch grzywien, pozłacaną patenę o wadze 1 grzywny a także niemiecką biblię i 20 książeczek z psalmami oraz 30 heidelberskich katechizmów, z wykładnią nauki Kalwina. Za królem poszli inni możni i tak niejaki Radler z Kłodawy ofiarował ciężki dębowy stół z kolumienkami toczonymi w drewnie. Inni zaś według swych możliwości dawali: a to piękną narzutę na stół, to znów piękną cynową flaszę do wina. W roku 1711 ufundowano dla tego kościoła organy i potem stopniowo co roku kościół otrzymywał bogate prezenty, potrzebne dla odprawiania służby bożej.

W dniu 17 grudnia 1700 roku Gorzów przeżywał także wielkie dni ponieważ zjechał do miasta olbrzymi orszak księcia elektora Fryderyka III, który odbywał swą podróż do Królewca, gdzie miała się odbyć uroczystość koronacji na króla Prus. W sumie na postojach czekało na orszak elektora 3000 koni rezerwowych. W pierwszym orszaku składającym się z 200 karet jechał sam kandydat na króla, wraz ze swą żoną. Wspaniałe karety, konie, uprząż oraz stroje i peruki orszaku książęcego a przede wszystkim pary książęcej wzbudzały powszechny zachwyt mieszczan gorzowskich. Woźnicą w powozie księżnej był brat księcia Fryderyka I Albrecht Hohenzollern. Tutaj w Gorzowie wypadł parze panujących nocleg. Znajdująca się wówczas w mieście szkoła była już bliska upadku i dlatego na prośbę magistratu raczył Fryderyk ofiarować plac pod budowę nowego gmachu szkolnego. Był nim rozległy teren przy bramie Santockiej. Król przekazywał nie tylko plac, gdzie kiedyś znajdował się zamek krzyżacki, ale także i materiały na budowę gmachu. Sama budowa trwała lat kilka od 1707 do roku 1710. Król pruski chciał, aby szkoła była zarówno dla dzieci z rodzin wyznania luterańskiego jak również dla wyznawców kościoła reformowanego. W nowej szkole były dwie duże sale wykładowe, tzw. audytoria, i także mieszkania dla nauczycieli i luterańskiego kaznodziei z kościoła konkordialnego. Była w tej szkole także specjalna sala teatralna dla widowisk jak i różnych zebrań. Uroczyste otwarcie szkoły nastąpiło w dniu 29 grudnia 1710 roku, a mowę na tą uroczystość wygłosił burmistrz miasta Gorzowa Konrad Schedę.

Nie zawsze jednak stosunek króla do miasta był tak łaskawy. W roku 1704 doszło do zatargu na tle nieuiszczenia przez magistrat gorzowski podatku od soli. Z wyroku królewskiego skazano wówczas miasto na wysoką karą 1000 talarów. Mimo zabiegów władz miejskich, król nie ustąpił ze swych uprawnień, chociaż rada miejska i burmistrz wykazywali się swymi przywilejami z dawnych wieków.

W tych latach nie było prawie roku, żeby w mieście nie wybuchł pożar. Były to jednak nie tak groźne klaski żywiołowe. I tak w roku 1703 spaliła się Junkerstrasse, w r. 1704 ulica Grabenmuhle, w r. 1705 spaliło się kilka domów na Priester-gasse, w 1706 brama Młyńska, w 1707 zaś Richterstrasse. Najbardziej dotkliwe szkody wyrządziła burza w dzień Wniebowstąpienia, kiedy to piorun uderzył w wieżą kościoła M. Panny. Inny znów piorun zdruzgotał szyby w jednym z okien kościelnych. W r. 1710 paliła się ul. Żydowska, a w dwa lata potem przedmieście z drugiej strony Warty. Mimo tak licznych pożarów i częstych powodzi miasto rosło jednak i powiększało się pod względem liczby ludności. Zwłaszcza groźna była powódź w roku 1709, gdy Warta wylała, wyrządzając znaczne szkody miastu i mieszkańcom. W dwa lata potem kiedy jeszcze mieszczanie nie zdołali naprawić szkód spotkał miasto nowy wylew rzeki.

Mimo to Gorzów nie stracił nic na swym znaczeniu strategicznym i król pruski, bez względu na groźne wylewy Warty nakazał ufortyfikowanie Krowiej Góry (w r. 1709). Było to konieczne, gdyż zbliżała się nowa nawała w postaci jeszcze trwającej wojny północnej wielkiej. W roku 1711 ruskie i saskie oddziały ciągnęły przez Nową Marchię i przez Gorzów, aby Szwedów wypędzić z Przedniego Pomorza. Król pruski będąc w sojuszu z Augustem II i carem Piotrem Wielkim odrzucił propozycję Karola XII, aby wystąpić wspólnie przeciw Rosji i Sasom. Co więcej zezwolił na przemarsz wojsk saskich i ruskich przez swe terytoria, ale bez udziału wojsk polskich. Te przemarsze były za poręczeniem danym w postaci co przedniejszych zakładników ze strony sprzymierzonych.

Gorzów wówczas był już znacznym miastem liczącym ponad 4000 mieszkańców. W samym mieście naliczono 364 właścicieli domów, a niektórzy właściciele mogli mieć po dwa domy i więcej. Miasto miało charakter wybitnie handlowo-rzemieślniczy. Samych sukienników liczył w tym czasie Gorzów 100, do ich dyspozycji były dwa folusze, 2 farbiarnie. Sukno gorzowskie słynne ze swej jakości rozchodziło się daleko poza Nową Marchię, bo spotykano je na rynkach w Magdeburgu, Gdańsku, Lipsku i Szczecinie. Na drugim miejscu co do liczby i pozycji społecznej znajdowali się browarnicy, było ich 94. Posiadali własne browary i zaliczano ich do najbogatszych, obok wielkich kupców. Wielu z nich posiadało też większe obszary ziemi. W sumie miasto miało w uprawie ok. 96 łanów ziemi, nie licząc wzgórz i nieużytków.

Najważniejsze jarmarki jakie się w Gorzowie odbywały związane były z wełną. Olbrzymie jej masy zużywali miejscowi sukiennicy, ale też wiele transportów wełny z Polski szło dalej do innych miast. Tutaj przywożono także surową wełnę z Pomorza Zachodniego, z Marchii Brandenburskiej i do Gorzowa przybywali kupcy z innych miast, a najwięcej z Sulechowa, który był także wielkim centrum sukienniczym, podobnie jak Zielona Góra, Głogów, Wrocław i Zgorzelec. Obok właścicieli domów wielu w Gorzowie było właścicielami kramów (33 Budenhausbesitzer). Byli to przeważnie drobni kupcy, których nie stać było na budowo domu, a poza tym w mieście obwarowanym murami, nie było wolnych placów i nie każdy mógł budować dom. Wystawienie zaś domu poza miastem było zawsze ryzykowne i to dawało mniejsze możliwości utrzymania dla kupca czy rzemieślnika.

W tych latach już Gorzów zaczął słynąć jako ośrodek handlu suknem. Sukno tutaj produkowano i tutaj też suknem handlowano. Rocznie w tych latach wywożono z Gorzowa ok. 3000 postawów a licząc przeciętnie 10 talarów za jeden postaw, co czyniło razem 30 000 talarów dochodu z samego sukna. Wywożono je na dalekie rynki jak np. do Gdańska, ale ten eksport wiązał się także z poważnymi niebezpieczeństwami na drogach. Kupcy z Gorzowa jechali do Gdańska drogą lądową przez Mirosławiec i Sypniewo. Nie było tutaj komór celnych, ale uzgodnione były opłaty z komorą celną w Poznaniu i sołtysowi w Sypniewie kupcy płacili od każdego wozu 1 talar. Mimo to zdarzały się incydenty, i tak w roku 1716 napadli Polacy na kupców jadących z powrotem i zażądali opłat, chociaż ci mieli kwity, że takowe już uiścili. Na czele tego oddziału stał niejaki Chanowski. Polacy zarekwirowali gorzowianom konie i wozy, i dopiero kiedy kupcy zapłacili ok. 500 talarów, zostali wypuszczeni wraz z towarami. Polacy argumentowali, że stary kontrakt już wygasł, a nowy opiewa na 12% wartości towarów. Po tym Incydencie kupcy wybrali drogę na Czaplinek, a król pruski w Łowiczu Wałeckim i w Zacharzyme umieścił oddziały swych huzarów, aby interweniowały zbrojnieł.

Wizyta cara Piotra I w Prusach i umowa handlowa na sukno potrzebne dla armii, ożywiła także sukiennictwo w Gorzowie. Otworzyły się bowiem wówczas olbrzymie rynki zbytu dla armii rosyjskiej. W roku 1717 ściągnęły do kraju nowe rodziny żydowskie z bogatym kapitałem, nad którymi opiekę roztoczył król pruski i pozwolił im nawet na kupno parcel i budowę domów, co dotychczas nie było w zwyczaju. Żydzi trudnili się głównie handlem suknem. Nie stronili też od innych artykułów i uczestniczyli także w intratnym handlu zbożowym.

Zboże głównie przychodziło z Polski. Gorzowskie prawo składu pomagało w utrzymaniu monopolu, ale stopniowo król przejmował te korzyści, z czego rada miejska nie bardzo była zadowolona, jednak wszelkie apelacje do króla nie dawały rezultatu. W roku 1719 doszło na tym tle do sporu i król zezwolił miastu, aby każdy Polak spławiający drewno Wartą musiał w Gorzowie zakupić beczkę piwa od każdej tratwy. W rok potem nakazano, aby każdy szlachcic z okolic Gorzowa i wszyscy mieszkańcy posiadający łąki odprowadzali do kasy magistratu specjalny podatek od siana.

W latach nieurodzaju, kiedy zboże nagle rosło w cenie, zabronił król przeznaczać zboże na produkcje gorzałki. Nie wolno też było w tych trudnych czasach magazynować zboża, aby tym samym podbijać cenę. Każdy posiadający zapasy musiał je wywieźć na rynek i tam sprzedać, a gdyby w czasie kontroli władze miejskie znalazły zapasy wówczas podlegały ono konfiskacie.
Ogólnie w latach nieurodzaju tylko 1/4 część zboża można było zużyć na produkcję gorzałki, a resztę przekazać do konsumpcji i na siew. Część ziarna musiała być przeznaczona na zaopatrzenie większych miast, przede wszystkim Berlina. W r. 1720 wydał król zarządzenie dla miasta Gorzowa, aby wszelkie zapasy zboża jakie miasto posiadało były w ciągu trzech miesięcy sprzedane na rynku. Zazwyczaj w Gorzowie zboże było zawsze tańsze niż w Berlinie, Szczecinie czy Kołobrzegu. I tak w roku 1728 ze względu na dobre żniwa płacono w Gorzowie 12 gr za 1 szefel żyta, a już w Szczecinie czy Kołobrzegu po 14 gr. Natomiast w Berlinie aż 18 groszy.

Miasto Gorzów w tym czasie nadal jeszcze mieściło się w murach miejskich, chociaż coraz bardziej rozbudowywały się przedmieścia. Rosła liczba ludności, przybyło także Żydów, jednakże ustrój miasta pozostawał prawie ten sam z niewielkimi modyfikacjami na rzecz wzrostu władzy królewskiej przez ograniczanie miejskiego samorządu.

Do roku 1719 utrzymała się zgodnie z przywilejami miejskimi wymiana burmistrzów i wybory na określoną kadencję. W tym roku jednak król zmienił ten ustrój i odtąd burmistrz miasta był wybierany dożywotnio. Jednym z pierwszych burmistrzów Gorzowa, który sprawował swą
władzę dożywotnio, był Jan Seweryn Weinreich (1719-1729), po nim Dawid Baluin Lange (1729-1756). Urzędy miejskie zaczynały stawać się urzędami do kupienia. Podobnie było także i z innymi stanowiskami państwowymi. Kiedy odchodził urzędnik kamery gorzowskiej Hartmann, na jego miejsce kandydatem był radca miejski Stienke i pocztmistrz Goest. Pierwszy z nich dawał za ten urząd 300 talarów, drugi zaś tylko sto, oczywiście król zapytywał raczej kto jeszcze da więcej. Władza państwowa starała się wszędzie znaleźć źródło swych dochodów z uszczerbkiem i ograniczeniem praw miejskich. Kiedy w roku 1734 wskazano królowi, że w Gorzowie można byłoby wybudować około 10 domów na pustych niezabudowanych parcelach, jeśli król wyda odpowiednie polecenie i da budowlane pożyczki. Fryderyk Wilhelm I dał odpowiedź odmowną co do pieniędzy (Point d'argent).

Ten fakt może świadczyć jak pod władzą królów pruskich miasto niegdyś samorządne zatraciło swe przywileje i wolności i nawet w sprawach tak oczywistych jak budowa domów musiało uzyskać zgodę króla. Poza tym miasta w owym czasie mimo znacznych dochodów zbiedniały w swych budżetach, gdyż prawie całe nadwyżki zabierały władze naczelne w Berlinie. W Gorzowie doszło do tego, że renowacja i remont ratusza były zbyt wielkim wydatkiem dla miasta, i musiano prosić króla o pomoc, choćby w postaci wapna na zaprawę.

Budowle wznoszone przez oszczędnych królów pruskich nie były tak trwałe i ich tandetne wykonanie szybko potrzebowało renowacji. Tak było z kościołem reformowanym zwanym Kościołem Zgody, który wznoszony przez wiele lat w początku XVIII stulecia już w roku 1726 wymagał poważnego remontu. W czasie przebudowy wieży w gałce znaleziono dokumenty, z których dokładnie wynika, kto był wówczas budowniczym, kto burmistrzem i sekretarzem rady miejskiej. Odbudowywał ten kościół burmistrz Weinreich i z jego też inicjatywy, a także częściowo za jego pieniądze, wybudowano po raz pierwszy dom dla sierot, w roku 1723.

W miarę upływu czasu jednak w związku z coraz doskonalszą artylerią istniejące od setek lat mury miejskie wymagały coraz to większych nakładów na ich konserwację. Z drugiej strony rozwijające się miasto ograniczone murami miejskimi zgoła już nieużytecznymi mogło uważać obwarowania za zawadę. Dlatego też w roku 1734 część tych murów zburzono, a teren splantowano, aby na tym gruncie budować nowe domy. Ten los spotkał także dom bractwa kurkowego, który stał przy murach miejskich. Został on rozebrany za 8 talarów, a materiały budowlane Wartą przewieziono na nowy plac, gdzie przy powszechnym finansowym udziale członków bractwa kurkowego wystawiono nowy budynek „Strzelnicy”. Dla powiększenia funduszu budowlanego sprzedano srebrny herbowy dzban bractwa, a na miejscu dawnego budynku bractwa kurkowego zbudowano kościół garnizonowy, który potem nosił także nazwę Gorzowskiej Świątyni Muz.

Miasto upiększano nie tylko budowlami, ale także starano siej wprowadzić większy porządek przez czystość i oświetlenie w nocy. W roku 1734 na polecenie generała majora von Schulenburga zainstalowano w mieście 66 latarni, koszty tego poniosło nie miasto, lecz kamera królewska, z pieniędzy zebranych w bramach miejskich. Na słupach drewnianych malowanych w biało-czarne pasy ustawione były lampy olejowe. Przy ulicy Richtstrasse stało ich 44, na rynku 6, przy ratuszu trzy, następne trzy także przy rynku, ale na rogu przy domu „Pani Polanin” i 5 lamp przy ulicy Mostowej. Lampy paliły się od października do kwietnia w każdym miesiącu przez 20 wieczorów, od zapadnięcia ciemności do 2 w nocy, tylko wówczas gdy nie było księżyca. Za uszkodzenie lamp były surowe kary. Złapany na takim uczynku płacił 10-20 talarów, a w razie nieściągnięcia skazywano go na 2 miesiące ciężkich robót przy taczkach w twierdzy. Gdyby zaś to uczynił biedny uczeń rzemieślniczy wówczas za niego miał płacić mistrz.

W roku 1737 w całej Nowej Marchii zarządzono surową wizytację kościołów protestanckich. Do Gorzowa przybyła specjalna komisja, która przeglądała księgi kościelne, wizytowała kościoły i szkoły, a także baczyła pilnie na życie duchownych nakazując im skromny prowadzić tryb życia i pilnie uczyć katechizmu.

Z ważniejszych wydarzeń miejskich w tym czasie należy nadmienić, że W roku 1736 nagle wylała rzeka Warta w dniu 12 lipca i zalała wsie miejskie, a także wdarła się do miasta. Zawaliła się część murów miejskich, zalane zostały i częściowo zniszczone domy na przedmieściu, a także kilka przęseł mostu na Warcie. Najwięcej ucierpiały domy na przedmieściu przy grobli, gdzie woda stała wysoko ponad 1 i 1/2 łokcia. Miasto zostało odcięte od strony południowej, ponieważ grobla wiodąca do Deszczna została zniszczona i zerwane zastały 32 mosty, jakie na niej były. Cała okolica na południe od Gorzowa zamieniła się w jedno wielkie jezioro. Trwało to około 2 tygodni i po 25 lipca woda stopniowo poczęła ustępować. Nim jednak grząska ziemia wyschła upłynęło wiele tygodni i dopiero we wrześniu mogli mieszkańcy Gorzowa wrócić na swe ogrody i pola. Nawilgocone domy stały się potem rozsadnikami różnych chorób, których ofiarami padali mieszkańcy Gorzowa w nadchodzącą wiosnę. Jednak po powodzi użyźnione pola dały wysokie plony i wielki też był zbiór siana.

 
 

Copyright © 2007-2009. All rights reserved.